Niedziela 29 września, Monika Sawka, dobry wieczór. "19:30" zaczynamy od wniosku ministra sprawiedliwości o uchylenie immunitetu Marcinowi Romanowskiemu. Adam Bodnar skierował wniosek do przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Sesja rozpoczyna się jutro. Jutro też dalszy ciąg sporu o Prokuraturę Krajową. Do pracy po orzeczeniu neosędziów wybiera się też Dariusz Barski. Rządzący tej decyzji nie uznają. Mówią o bałaganie po 8 latach rządów PIS i próbie zabetonowania prokuratury. Prokuratura krajowa znów znalazła się w centrum politycznego sporu. Kto jest dzisiaj Prokuratorem Krajowym? Prokurator Korneluk. Kto jest teraz Prokuratorem Krajowym? To oczywiste, nie przestał nim być prokurator Barski. Dariusz Korneluk wygrał konkurs na stanowisko Prokuratora Krajowego i w marcu został powołany przez premiera Donalda Tuska. Dariusz Barski to przyjaciel Zbigniewa Ziobry i świadek na jego ślubie. Był prokuratorem, ale w 2010 roku przeszedł w stan spoczynku. Rok później kandydował do Sejmu z list PiS. W 2022 roku Zbigniew Ziobro przywrócił go do służby, a następnie mianował prokuratorem krajowym. Jednak to przywrócenie, jak stwierdził obecny minister sprawiedliwości, odbyło się bez podstawy prawnej i w związku z tym Dariusz Barski dalej jest w stanie spoczynku. Jeżeli ktoś jest emerytem, a prokurator Barski jest emerytem, to nie tylko nie może kierować prokuraturą, ale nie może pracować w prokuraturze, tu sytuacja jest jasna. Nie dla Dariusza Barskiego, który twierdzi, że jego przywrócenie do służby czynnej odbyło się zgodnie z prawem. Miało podstawę prawno-ustrojową piątkowa decyzja. Jednak w składzie orzekającym byli sami neosędziowie. Wszyscy trafili tu dzięki Krajowej Radzie Sądownictwa, której po reformach rządu PiS nie uznają europejskie instytucje. Ci sędziowie właściwie nie są sędziami, nie są uprawnieni do orzekania. Nie możemy patrzeć na decyzję tych trzech sędziów jak na orzeczenie, które będzie wywoływać skutki prawne. Stąd deklaracja rządzących, że decyzji neosędziów w sprawie Dariusza Barskiego uznawać nie będą. Ten galimatias, ten bałagan, który jest, to są właśnie żniwa, które zbieramy po 8 latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Ten galimatias jutro może okazać się jeszcze większy, bo tu do pracy w roli prokuratora krajowego wybierają się dwie osoby. Dariusz Korneluk - na podstawie nominacji premiera - Dariusz Barski - na podstawie wyroku neosędziów i z poparciem polityków PiS, którzy nowych władz prokuratury krajowej nie uznają. Złożymy w poniedziałek wniosek do komendanta głównego policji o wyprowadzenie tych przebierańców z tego budynku. PiS wszystkimi sposobami próbuje zabarykadować sobie prokuraturę i o to w tym wszystkim chodzi. To także walka o przyszłość polityków PiS. Na wniosek prokuratury krajowej minister sprawiedliwości wysłał dziś wniosek do Rady Europy o uchylenie immunitetu Marcinowi Romanowskiemu. Poza Funduszem Sprawiedliwości Prokuratura Krajowa prowadzi też śledztwa w sprawie Orlenu, Collegium Humanum, afery wizowej i Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Wszystkie działania wydane przez nielegalnych prokuratorów tracą moc. Według rządzących PiS próbuje bronić podejrzanych, wykorzystując chaos prawny, który sam stworzył. Przeciętny obywatel już gubi się w tych niuansach prawnych i taki był cel niestety rządów Prawa i Sprawiedliwości przez ostatnie 8 lat. Myślę, że my w tej chwili musimy dokonać swoistego resetu. Do tego jest potrzebny podpis prezydenta. Andrzej Duda zapowiedział już, że go nie złoży. Stąd apel byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego do neosędziów, by sami zgodzili się wrócić na poprzednie stanowiska. Byłby to, może górnolotnie powiem, wyraz patriotyzmu, żeby rozwiązać ten problem. On jest dla Polski szkodliwy i trzeba go jak najszybciej przerwać. Neosędziów w Polsce jest około 3000. Tych, którzy sami zgodzili się na degradację - zaledwie kilkoro. A teraz polityczna burza po słowach prezesa. Jarosław Kaczyński uderza w premiera. Padają słowa o dobrym carze i złych bojarach. Rządzący przekonują, że lider PiS próbuje zamieść pod dywan manifestację w Warszawie, którą zorganizowano, gdy wielka woda zalewała już południe Polski. Zapowiedzi były obiecujące. Tutaj nie chodzi o rozważania polityczne nad tym, co się wydarzyło. Miało być ekspercko i w oparciu o fakty. Konsultacje w sprawie powodzi z ekspertyzą i faktami miały jednak niewiele wspólnego. Skutkiem tej teatralizacji, tutaj głównym bohaterem, to wszyscy państwo z całą pewnością sobie uświadamiają, był Donald Tusk, był pewien paraliż decyzyjny. Car i bojarzy. Nie wiemy, szanowni państwo, jaka była ilość ofiar. Komunikat służb w tej sprawie liczby ofiar jest jasny. Liczba zgonów na chwile obecną to jest 9. Wczoraj u boku Jarosława Kaczyńskiego zasiadł były komendant Państwowej Straży Pożarnej Andrzej Bartkowiak. Skupił się na krytyce rządu za zbyt - jego zdaniem - opieszałe działania, zwłaszcza te dotyczące zaangażowania straży pożarnej. Wykonałem kilka telefonów i dowiedziałem się, że w kulminacyjnym momencie operacji, czyli 13.09., zaangażowanych było 700 strażaków z Polski. W sobotę miała być konwencja PiS-u, były konsultacje. Prawo i Sprawiedliwość wyciąga wnioski po tym, co wydarzyło się 14 września. W sobotę miała być konwencja PiS-u, były konsultacje. Prawo i Sprawiedliwość wyciąga wnioski po tym, co wydarzyło się 14 września. Wtedy na południu była już powódź, a Jarosław Kaczyński w Warszawie zorganizował protest w obronie księdza, który miał prać pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości - przypomina Tomasz Trela. On wtedy robił wiec, wydzierał się, krzyczał, bo myślał, że to jest mało intersujące, żeby pomagać powodzianom. Dopiero refleksja przyszła po paru dniach. Teraz PiS próbuje poprawić swój wizerunek - uważa Zbigniew Konwiński. To taka hucpa polityczna, PR. Tak naprawdę nie zmienili się na przestrzeni lat. Jak jakieś wielkie nieszczęście, tragedia dotknie Polskę, dotknie Polaków, to starają się na tym robić PR, budować kapitał polityczny. Sam były szef straży, u boku polityka, jest zdaniem rządzących niewiarygodny, podobnie jak dane, które przytacza - uważa Krzysztof Kwiatkowski. To była najbardziej kosmiczna kariera w historii tej służby. W kilka lat z kapitana na generała, odpowiadającego za całość służby. Gdyby komendant Państwowej Straży Pożarnej chciał awansować zgodnie z ustawą, potrzebowałby na to nie 3,5 roku, lecz 19 lat. Pisała Rzeczpospolita. Jeśli doszło do nieprawidłowości, ma to wyjaśnić audyt, zlecony już przez premiera. Ja oczekuję jako polityk koalicji rządzącej, że wszystkie zaniedbania zostaną pokazane. Teraz przed politykami wszystkich opcji test solidarności. W najbliższym tygodniu pod głosowanie trafią projekty ustaw o usuwaniu skutków powodzi. "Nie zapomnijcie o nas" - apelowali kilka dni temu powodzianie, bo pomoc wciąż jest i będzie potrzebna. Dokładnie dwa tygodnie temu żywioł zniszczył m.in. Głuchołazy, Kłodzko, Lądek Zdrój czy Lewin Brzeski. Teraz, kiedy woda już opadła, widać skalę dramatu. A także to, że minie wiele lat, nim wszystko uda się odbudować. Głuchołazy, 13-tysięczne miasto na Opolszczyźnie. Na mapie Polski to jedno z najbardziej dotkniętych wielką wodą miejsc. Ta woda była przeogromna, przeogromna była ta woda. Poprzednio była też duża, ale nie aż tak. 14 września żywioł tak niszczył tu całą infrastrukturę. Dziś mieszkańcy o swoich domach mówią. Krajobraz jak po bitwie. Woda podmyła ziemię, z której wybijały gejzery. Podwórko zniszczone, jakby spadły bomby. I choć z każdym dniem widać ogrom włożonej pracy, wciąż nie czują się tu bezpieczni. Próbujemy się od czasów powodzi skontaktować z wodami polskim, żeby tu zobaczyli, żeby podjęli jakieś decyzje. Ale nie mamy odzewu, nikt nie przyjechał. Przyjechał za to pełnomocnik rządu ds. odbudowy po powodzi. Marcin Kierwiński spotkał się z burmistrzem Głuchołaz. Nowy most to obecnie największe wyzwanie. Dwie poprzednie konstrukcje porwała tu wielka woda. Na takich dwóch filarach zatrzymywały się drzewa, które niosła woda, dlatego było takie parcie na most i dlatego taka sytuacja jest. A to już Bodzanów, zaledwie trzy kilometry od Głuchołaz. Dwa tygodnie temu wieś też została zalana. Dlatego, kiedy emocje już opadły mieszkańcy i wolontariusze liczą na konkretne decyzje władz. By ze skutkami żywiołu nie musieli zmagać się ponownie. U nas nic nie było zrobione. Pisaliśmy maile, wały nie wyglądają jak wały, była przepychanka między gminą, a wodami polskimi. Wciąż potrzeba tu też rąk do pracy. Bo do wsi pomoc dociera później niż do miast. Potrzeba mężczyzn. I tak dziś sporo ludzi przyjechało, sporo wolontariuszy z północy, z południa. W Kłodzku na Dolnym Śląsku, w połowie września Nysa miała 6,5 metra. Dziś miasto powoli wraca do życia. Wojsko chodzi, sprząta, ale trzeba dużo czasu, by to ogarnąć. Największym problemem dwa tygodnie po kataklizmie są tu... popowodziowe odpady. W tej chwili zapełniliśmy swój limit, wyrzuciliśmy tam 780 tonów odpadów. A tych będzie jeszcze przybywać. Przed mieszkańcami wciąż skuwanie tynków i osuszanie pomieszczeń. Szczęście w nieszczęściu, że wolontariuszy nad Nysą nie brakuje. Zbieraliśmy śmieci, zbieraliśmy szlam, szczotkowaliśmy teren wstępnie oczyszczony. To prosta praca, którą może wykonywać każdy. I oby nie był to chwilowy społeczny zryw. Bo to, co żywioł zabrał w kilka godzin wymagać będzie pracy przez lata... W trakcie policyjnej obławy zginął mężczyzna, który po wypadku drogowym miał zastrzelić innego kierowcę. 39-latek odebrał sobie życie, kiedy do jego domu próbowali wejść policjanci. Był poszukiwany po zdarzeniu, do którego doszło wczoraj w Lubowidzy w Łódzkiem. Kierujący mercedesem zaczął uderzać w tył jadącej przed nim toyoty, jakby chciał zepchnąć go z trasy. Pojazd dachował. Kiedy udało im się wydostać na zewnątrz, 39-latek zaczął gonić 49-latka. Ten uciekał w pobliskie pola, słychać było strzały. Okazało się, że w odległości kilkuset metrów znaleziono ciało 49-latka. Najprawdopodobniej uczestnicy zdarzenia znali się wcześniej. Patrzę, lecą tu dzieci, dwoje dzieci, dwie kobiety z płaczem wpadły do nas do domu. Przewrócił się samochód do góry kołami, na dach. Zajechał im drogę, zepchnął do rowu. One się jakoś wydostały, to przyleciały. Oglądają państwo "19.30". Już za chwilę... Rośnie napięcie na Bliskim Wschodzie. ...a później jeszcze: Dramatyczna akcja ratunkowa w Tatrach. Nie potrafiły powiedzieć, skąd wyszły, dokąd się wybrały i jakim szlakiem. Jej temperatura wynosiła zaledwie 20-21 stopni. Sarkopenia - jak rozpoznać jej objawy. Na podstawie obniżenia siły mięśni i obniżenia masy mięśniowej. Chce się żyć. Chce się iść do przodu. W Gdyni rozdano Złote Lwy. Ja bardzo się cieszę, zebraliśmy wiele nagród. Bliski Wschód jak beczka prochu po śmierci wieloletniego przywódcy Hezbollahu Hassana Nasrallaha, który zginął w izraelskim nalocie na Bejrut. Iran już mówi o zemście. Izrael kontynuuje bombardowanie Libanu, a Waszyngton przyznaje: Izraelczycy mają prawo się bronić, ale czas na deeskalację. O tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie - Agnieszka Śmiechowska. Teheran, Bagdad, Amman, Bejrut. Na Bliskim Wschodzie wrze po śmierci przywódcy libańskiego Hezbollahu. Na ulicach rozpacz i gniew. Tłumy domagają się pomszczenia Hasana Nasrallaha. W Libanie, Iraku i Iranie ogłoszono kilkudniową żałobę narodową. Jego krew stanie się fundamentem naszego zwycięstwa. Mówimy Izraelowi i Ameryce: zostaniecie wyeliminowani, dzięki sile Boga i tysięcy młodych mężczyzn, którzy walczą w imię Allaha. W Bejrucie pamięć zabitego w Izraelskim nalocie Nasrallaha uczczono na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu. Zasiadają w nim też przedstawiciele Hezbollahu. Proszę o minutę ciszy. Premier Libanu przywódcę Hezbollahu nazwał męczennikiem i wezwał do jedności wszystkich sił politycznych w kraju. Nasza solidarność, w tych decydujących dla naszego narodu chwilach, jest najsilniejszą odpowiedzią na agresję Izraela. Zabójstwo Nasrallaha potępiła Moskwa. Prezydent Turcji, choć bezpośrednio nie odniósł się do jego śmierci, mówił o ludobójczej polityce Tel Awiwu. Liban i Libańczycy są nowym celem polityki ludobójstwa, okupacji i inwazji. Do zjednoczenia się "Osi Oporu" nawołuje Iran. To sojusz Hezbollahu w Libanie, Hamasu w Strefie Gazy, Huti w Jemenie oraz szyickich grup zbrojnych w Iraku i Syrii. Sprzymierzony przeciwko Izraelowi i wpływom USA na Bliskim Wschodzie. Nasze uderzenia w rozpadające się ciało syjonistycznego reżimu Szef irańskiej dyplomacji dodaje... Dzięki temu co zrobił Izrael, z pewnością nie będzie miał żadnej przyszłości w regionie. O zmianie układu sił na Bliskim Wschodzie, która ma być konsekwencją zabójstwa Nasrallaha mówi też premier Izraela. Znajdujemy się w momencie, który zdaje się być historycznym punktem zwrotnym. Nasrallah był główną siłą napędową irańskiej osi zła. Tyle zostało z jego kwatery głównej Hezbollahu. Izrael w ciągu kilku minut zmiótł ją z powierzchni ziemi zrzucając 80 bomb. Dziś odnaleziono ciało Hasana Nasrallaha. Prezydent USA w oświadczeniu opublikowanym na stronie Białego Domu jego śmierć nazwał "pewną miarą sprawiedliwości". Dla jego wielu ofiar, w tym tysięcy Amerykanów, Izraelczyków i libańskich cywilów. Joe Biden wezwał do deeskalacji sytuacji w Libanie za pomocą środków dyplomatycznych. Ale Tel Awiw nie wstrzymuje ognia i wymierza kolejne ciosy. Armia poinformowała o zlikwidowaniu kilkudziesięciu celów Hezbollahu i śmierci kolejnego wysokiego rangą przedstawiciela organizacji. Austria wybrała. Najwięcej głosów dostała prorosyjska Wolnościowa Partia Austrii. Domaga się zniesienia sankcji wobec Rosji, uszczelnienia granic dla azylantów. Obecny jej lider Herbert Kickl to bliski sojusznik Viktora Orbana, znany z antysemickich wypowiedzi. Pytanie czy partii uda się utworzyć rząd. Austriacy wybrali... Zwyciężyła skrajnie prawicowa Partia Wolności. 29% głosów dla ugrupowania Herberta Kickla. Nie tylko Herbert Kickl, ale całe FPO zagraża naszej demokracji. To partia skupiona na hasłach nacjonalistycznych i antyimigranckich. Reemigracja! Reemigracja! Jeśli byłeś tutaj w Salzburgu i prawie nie spotkałeś Austriaków, to wiesz, co się dzieje. Politycy tego ugrupowania chcą zamienić kraj w tzw. "Twierdzę Austria". Nie jesteśmy odpowiedzialni za tych ludzi. Świat islamski powinien zatroszczyć się o swoich współbraci w wierze. Herbert Kickl nazywa siebie kanclerzem ludu. Jego partia ma nazistowskie korzenie. Jej pierwszy lider Anton Reinthaller, to były oficer SS i członek nazistowskiego Reichstagu. Mam nadzieję, że nie dojdzie u nas do takiego przesunięcia w prawo, jak w Niemczech, i że do władzy nie dojdzie tylu idiotów. Austriacka Partia Wolności to przeciwnicy sankcji. Już w 2016 roku zadeklarowali przyjaźń z Jedną Rosją - partią Władimira Putina, gościa honorowego na weselu Karin Kneissl, dawnej polityczki zwycięskiej partii. Obecnie mieszkanki Rosji. Partia wygrała także w majowych wyborach do Europarlamentu. Teraz stanowią jeden z filarów frakcji Patrioci Dla Europy Viktora Orbana. Wierzę więc, że jest on osobą, której nie da się odwieść od swoich planów. Na przeszkodzie może stanąć brak koalicjantów. Nie oznacza to, że jeśli Partia Wolności zajmie pierwsze miejsce, Kickl zostanie kanclerzem, ponieważ będzie to twardym orzechem do zgryzienia dla Partii Ludowej, a u socjaldemokratów sojusz można całkowicie wykluczyć. Choć w przeszłości już współpracowali, kanclerz Austrii teraz wyklucza sojusz ze skrajną prawicą. Moim zdaniem ważna jest teraz stabilizacja, a także wspieranie politycznego centrum, aby radykałowie nie mieli szansy. Ważny będzie głos prezydenta, bo zgodnie z austriacką konstytucją, to on powołuje rząd i może odrzucić kandydatów na kanclerza i ministrów. Nie wiedziały, gdzie są, ani skąd wyruszyły. 40 ratowników TOPR spędziło całą noc na poszukiwaniach trzech turystek z Litwy, które bez odpowiedniego sprzętu i umiejętności wybrały się na wycieczkę. Jedna z nich nie żyje. Ratownicy przypominają, by nie lekceważyć gór. W Tatrach właśnie spadł pierwszy śnieg. Śnieg nas zaskoczył, nie spodziewaliśmy się go. Pogoda zaskoczyła turystów w górach. Tak wyglądał Kasprowy Wierch. Pani Karolina na szczęście była dobrze przygotowana do wyprawy. Mam raczki, raki, kijki, żeby lepiej się podeprzeć. I przede wszystkim dobre obuwie, W wyższych partiach warunki są bardzo trudne, warstwę lodu na szlakach pokrywa świeży śnieg. Idziemy przed siebie, zobaczymy gdzie dojdziemy. Taka niefrasobliwość może się skończyć tragicznie. O czym przekonały się trzy turystki z Litwy, które zaginęły w rejonie Świnicy. W momencie, kiedy wzywały pomoc nie potrafiły powiedzieć, skąd wyszły, dokąd się wybrały i jakim szlakiem. W poszukiwania zaangażowano ponad 40 ratowników TOPR, którzy działali w skrajnie trudnych warunkach. Padał deszcz i wiał wiatr w porywach 120 km/h. Jedna z nich była w stanie głębokiej hipotermii, niestety życia kobiety nie udało się uratować. Lotnicze pogotowie LPR wykonało lot do Krakowa, bo jej temperatura wynosiła zaledwie 20-21 stopni. Skrajną nieodpowiedzialnością wykazał się też ojciec, który w tych warunkach zabrał dwójkę dzieci na Rysy. Zgubił się po słowackiej stronie, utknął z tymi dziećmi, dzięki współpracy udało się ich szybko sprowadzić. Z kolei pod Kazalnicą Mięguszowiecką w rejonie Morskiego Oka znaleziono ciało turysty, wszystko wskazuje na to, że spadł z dużej wysokości. Eksperci ostrzegają, że początek jesieni to bardzo zdradliwy okres, w wyższych partiach jest bardzo ślisko. Jeśli będzie to zima, musimy wziąć raki, czekan, ciepłą odzież, rękawice, dobrze mieć termos i najważniejsze - telefon, żeby móc powiadomić służby ratownicze. Himalaistka Kinga Baranowska przypomina, że góry nie wybaczają błędów. Mamy teraz bardzo dużo ostrzeżeń od Tatrzańskiego Pogotowia Ratunkowego, żeby nie wychodzić teraz w góry, bo warunki są bardzo zmienne. W Polsce akcje ratownicze GOPR i TOPR są bezpłatne, w wielu krajach poszkodowany musi zapłacić z własnej kieszeni, tak jest np. w Słowacji. Być może wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce odstraszyłoby nieodpowiedzialnych amatorów górskich wędrówek. To częsta choroba, ale wciąż mało znana. Sarkopenia, czyli stopniowa utrata masy i siły mięśniowej, dotyczy 15% osób po szęśćdziesiątce, ale wśród osiemdziesięciolatków choruje nawet co druga. Narodowy Instytut Geriatrii w Warszawie prowadzi jedyny w Polsce i jeden z kilku na świecie program badań klinicznych, w którym szuka najskuteczniejszej metody leczenia tego schorzenia. Ewa Lisiecka jeszcze niedawno prawie nie chodziła po przebytym udarze. Leżenie spowodowało zanik mięśni. Lekarze rozpoznali u niej początki sarkopenii, dlatego uczestniczy w programie Instytutu Geriatrii. Szukałam czegoś, co by mi pomogło odzyskać siły, chęć życia i radość życia. Sarkopenia objawia się m.in. osłabioną siłą mięśni i upadkami. Jej przyczyny badają specjaliści z Instytutu Geriatrii. Choroba została wpisana do rejestru zaledwie 8 lat temu, ale to problem, który narasta. Żyjemy coraz dłużej, no i zaczynamy się borykać z takimi problemami zdrowotnymi, o których jeszcze w latach 70., 80. podręczniki medycyny w ogóle nie mówiły. Program to dieta białkowa, dostosowana dla każdego pacjenta, leki i ćwiczenia z rehabilitantem. Choć masę i siłę mięśniową tracimy już po trzydziestce, okazuje się, że w każdym wieku można ją odbudować. Mamy twarde dowody naukowe na to, że siłę mięśniową, przy zastosowaniu odpowiedniej diety i odpowiedniego treningu siłowego, możemy poprawić. Barbara Tukendorf, po sześćdziesiątce na nowo odkryła radość z ruchu. Bierze udział w biegach, ale w swojej grupie wiekowej należy do mniejszości. 70% seniorów w Polsce nie ma nawyku aktywności fizycznej. Jak ktoś mi pogratuluje, jak ktoś mówi: "Basia, jak ja bym chciała mieć tyle siły, ile ty masz" albo: "Skąd ty masz tyle energii", no nakręca się człowiek, tak jak zegarek nakręcają. 24 kg. U pani Ewy wynik dwukrotnie lepszy w ciągu dwóch miesięcy. Już możemy zaobserwować po pierwszych pacjentach, którzy przeszli etap badań, że rzeczywiście wzmacnia się ich siła, wzmacnia się ich chęć do życia, są takie bardziej pozytywnie nastawione do ludzi i świata. Podnoszę ciężarki 5-kilogramowe, gdzie niedawno jeszcze, pół roku temu, ja za sobą ciągałam rękę i nogę. Specjaliści z Instytutu wierzą, że zwiększoną aktywnością i dobrze dobraną dietą można nie tylko zatrzymać, ale wręcz odwrócić proces sarkopenii. Chce się żyć. Chce się iść do przodu. Miał manipulować, zastraszać, nakłaniać do prostytucji lub udziału w pornografii dziecięcej. Policja zatrzymała 23-latka, którego podejrzewa o uwodzenie nieletnich przez Internet. Mężczyzna miał w ostatnich kilku miesiącach poprzez popularne media społecznościowe nawiązać kontakt z 300 dziećmi. Mimo wniosku prokuratury sąd nie zdecydował się na areszt. W sieci mógł być 13-letnim Tomkiem czy ośmioletnią Anią - każdym dzieckiem w każdym wieku. W realu ma 23 lata, mieszka w Warszawie i został zatrzymany za uwodzenie dzieci przez Internet. Mimo że zacierał ślady, młodego mężczyznę rozpracowali policjanci z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Korzystał ze skradzionego wizerunku dziecka, posługiwał się nie swoim wizerunkiem. Te dzieci nie wiedziały, z kim korespondują. Mężczyzna ten podjął niemal 300 prób kontaktu z dziećmi. 30 skutecznych - tyle ustalono ofiar. Mężczyzna komunikował się z nimi po polsku, angielsku, rosyjsku i japońsku. Komunikował się z dziećmi poprzez popularne komunikatory społecznościowe. Nawiązywał z nimi w ten sposób relacje i więź emocjonalną. Dzięki temu miał wpływ na to, co te dzieci robiły. To tak zwany child grooming. Nawiązanie więzi z dzieckiem, by zmniejszyć jego opory i wykorzystać w celach seksualnych. 23-latek kazał swoim ofiarom wykonywać różne zadania i je nagrywać. Kiedy dziecko odmawiało, szantażował je, że treści ujawni rodzicom. Dla rodziców pewne zmiany zachowań dziecka powinny być już sygnałem alarmowym. Zaczyna się niepokoić, to co robi w telefonie jest tajemnicą, często zaczyna się bać, reaguje jakoś agresywnie nawet na próby zapytania o to, co się w tym świecie dzieje. Być może jest manipulowane, być może jest straszone, być może wysłało jakieś zdjęcie i teraz się tego wstydzi, a sprawca oczekuje kolejnych zdęć. W momencie, kiedy dajemy dziecku, nie wiem, czy to jest dziecko 3-, 5-letnie, i dajemy dostęp do Internetu w jakikolwiek sposób, to już powinniśmy dostosowując poziom tego komunikatu, te dzieci edukować. Warto, też, by dzieci znały ten numer telefonu. W przypadku zatrzymanego 23-latka z Warszawy sąd nie zgodził się na jego tymczasowe aresztowanie. Prokuratura złożyła w tej sprawie zażalenie, które ma być rozpatrzone w przyszłym tygodniu. Za utrwalanie treści pornograficznych z udziałem dzieci grozi od roku do 10 lat więzienia. "Zielona granica" Agnieszki Holland nagrodzona Złotymi Lwami na 49. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Twórcy zostali docenieni za empatyczne spojrzenie na trwający dramat na granicy z Białorusią. Srebrne Lwy trafiły w ręce twórców filmu "Dziewczyna z igłą", który łącznie doceniony został w 6 kategoriach. "Zielona granica"! Za odwagę i empatię w dostrzeżeniu człowieka. "Zielona granica" to film, o którym głośno było w ubiegłym roku. Obraz otrzymał wtedy specjalną Nagrodę Jury na festiwalu w Wenecji. Ale w Gdyni nie został pokazany. Teraz "Złote Lwy" trafiły do Agnieszki Holland. Nieobecna na gali reżyserka triumfowała kilkukrotnie. Otrzymała m.in. nagrodę publiczności. Najwięcej, bo aż 6 statuetkami uhonorowano film "Dziewczyna z igłą" Magnusa von Horna. Do reżysera trafiły Srebrne Lwy, choć wielu krytyków spodziewało się, że trzymający w napięciu duński kandydat do Oscara wygra w Gdyni. Ja jeszcze mam czas. Złapię Złote Lwy też. Czyli jest duma? Ja bardzo się cieszę. Zebraliśmy wiele nagród, a to znaczy, że ten film istnieje u widza. Uwagę jury zwróciła również wstydliwa karta Podhala, historia Goralenvolk. Za stworzenie kompletnego, wiarygodnego i epickiego obrazu, gdzie góry nie są tłem, tylko stają się żywym organizmem, który oddycha z bohaterami, otrzymuje Marcin Koszałka za reżyserie do filmu "Biała odwaga". Trochę szok, nie? Reżyseria to jest poważna nagroda i tutaj było wielu znanych reżyserów. No muszę trochę ochłonąć. Film Marcina Koszałki został wyróżniony również za scenariusz, który napisał wspólnie z Łukaszem M. Maciejewskim, oraz główną rolę kobiecą. Sandrę Drzymalską w tym roku w konkursie głównym mogliśmy podziwiać również w filmie "Simona Kossak". To są prawdziwe postaci, które podejmują prawdziwe wybory. Bolesne tematy i traumy. Sporo uwagi poświęcono sytuacji u naszych wschodnich sąsiadów. Nagrodzona za debiut aktorski Sofia Berezowska, która wystąpiła w koprodukcji TVP "Pod wulkanem", polskim kandydacie do Oscara, nadal mieszka w Ukrainie. Mówi, że ból, który czujemy oglądając film, jej towarzyszy każdego dnia. Sytuacja nadal jest taka sama. Jest ciężko. Codziennie ktoś umiera. Każdego, ale to każdego dnia towarzyszy nam ból. Obrazy, które stworzył Wojciech Marczewski, laureat nagrody za całokształt twórczości, nadal rezonują. Taka nagroda za całokształt sugeruje, że został pan doceniony, zakończył pan, dalej już nieważne, co pan będzie robił. Reżyser nie mówi "pas". Teraz skupia się na edukacji. Bo świeże spojrzenie jest cenne. W ramach nowej sekcji konkursowej "Perspektywy" Szafirowymi Lwami nagrodzono twórców filmu "Rzeczy niezbędne", ważnego głosu w ruchu MeToo. Chciałybyśmy z Kamilą zadedykować ten film wszystkim przetrwankom i przetrwańcom, którzy z wielką odwagą walczą o prawdę. Prawda nas wyzwoli. To akt odwagi, który pozwala przekraczać granice. A w kinie jego moc jest szczególnie silna. Jutro w "19:30" spotka się z państwem już w nowym, supernowoczesnym studiu Zbigniew Łuczyński. W stworzeniu tego studia zaangażowanych było wiele osób, które przez ostatnie tygodnie ciężko pracowały na końcowy efekt. Będą mogli go państwo ocenić już od rana, bo z tego miejsca prezentowane będą także serwisy informacyjne TVP Info. Bez zmian pozostają rzetelność i staranność przekazywanych informacji. Ja już dziękuję za wspólnie spędzony czas. Spokojnego wieczoru.