Test koalicji - Sejm odrzuci¾ wnioski opozycji o wotum nieufno¦ci dla ministry klimatu i ministry zdrowia. Weto za wetem - prezydent mówi stop uproszczeniu rozwodów i zmianom w Kodeksie wyborczym. Sesja wstydu - oburzające słowa o osobach z niepełnosprawnościami na sesji rady miasta w Ełku. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Dużo emocji, burzliwa dyskusja i głosowanie, które oznacza, że ministra klimatu i ministra zdrowia zostają na stanowiskach. Wynik, zwłaszcza ten dotyczący szefowej resortu klimatu, nie był oczywisty, bo polityczkę krytykowali wcześniej politycy Polski 2050 i PSL. Ostatecznie koalicja była zgodna, choć debata pokazała głębokie różnice w sprawie oceny efektów pracy obu resortów. Rozłamu nie ma. Wątpliwości dotyczące tego, jak zagłosuje Polska 2050, dziś rano rozwiała jej liderka. Polska 2050 da ostrożny kredyt zaufania. Słowo zostało dotrzymane. Bardzo nas wzmocniła ta solidarność całej koalicji. Opozycja liczyła na inny wynik, stawiając całą listę zarzutów. To jest pana odpowiedzialność. Którą ministra klimatu i środowiska ocenia tak. To jest akt oskarżenia przeciwko ośmiu latom rządów waszej koalicji. Ale politycy PiS dziś tym się nie przejmowali. System kaucyjny, wał numer jeden tego rządu. Ten system trzeba natychmiast zlikwidować. Grzmiał z mównicy Janusz Kowalski, choć system kaucyjny wprowadzał jego partyjny kolega, były wiceminister środowiska Jacek Ozdoba, który trzy lata temu... Jest duże bardzo zainteresowanie systemem kaucyjnym. ...nie widział w nim żadnych wad. Podobnie jak Mateusz Morawiecki, który gdy był premierem, zgodził się i na Zielony Ład, i na ETS, i nawet na podatek od aut spalinowych, który według pierwotnych założeń powinien obowiązywać już od miesiąca. Nie ma go bo w pierwszej rewizji KPO, usunęliśmy go z kamieni milowych. Ale PiS to nie przeszkadza w stawianiu takiej tezy. Tusk nic nie robi, tylko patrzy, co mu powie Bruksela i Niemcy. Nie podjął ani jednej próby obniżki cen energii. To polityk PiS, a to rzeczywistość. Donald Tusk w Brukseli. Cena energii w niektórych krajach w Europie jest nieakceptowalnie wysoka. I w Gdańsku. W efekcie Unia z zapisów Zielonego Ładu się wycofuje. Ale tego PiS już nie mówi. Chcecie zamienić Polskę w pole nieustannej walki i konfrontacji. Kompromitujący jest ten wniosek opozycji, który ma podłoże tylko i wyłącznie polityczne. Ten, który dotyczył odwołania ministry zdrowia, został poprzedzony taką akcją polityków PiS. Polska służba zdrowia tonie. Publiczna służba zdrowia umiera. Chcą zabrać leki dla seniorów. Widzę, co się w polityce opłaca - na pewno zbijanie kapitału politycznego. Bo dziś PiS jakby nie pamiętał samolotów z trefnym sprzętem. I afer z czasów pandemii. Bardzo dobrze, że pan Cieszyński stoi, bo lepiej go widać i lepiej pamiętamy, co narobił wtedy, gdy był odpowiedzialny za służbę zdrowia. Rząd PiS to także decyzja o podwyżkach w służbie zdrowia bez wskazania źródła finansowania i limitów, co NFZ doprowadziło do takiej sytuacji. Na wynagrodzenia idzie 80%, czyli z 5 zł cztery złotówki idą na wynagrodzenie. To jeden z powodów tego, że wzrostu nakładów na służbę zdrowia w ciągu 6 lat o 100% nie odczuwają pacjenci. Ale dziś PiS o tym nie mówi, organizuje demonstracje. Protest przeciwko likwidacji służby zdrowia. Tu obok Przemysława Czarnka radny PiS i zarazem dyrektor szpitala w Garwolinie, który dzięki zmianom wynagrodzeń w służbie zdrowia w rok - to jego oświadczenie majątkowe - zarobił ponad milion złotych. Tu jednak... Pogarszająca się sytuacja finansowa. ...tym się nie chwalił. Milioner z PiS krytykuje zadłużenie szpitali. Zarabia jak jakaś gwiazda filmowa. To jest wasza hipokryzja. Przecież wy nie myślicie o zdrowiu ludzi, tylko o tym, jak wrócić do władzy. Dziś i premier, i ministra apelowali o porozumienie ponad podziałami w sprawie naprawy służby zdrowia. Nie ma mojej zgody na leczenie populizmem. To wołanie na puszczy, dopóki w polityce taka kuracja będzie dawać spektakularne efekty. Dwa kolejne weta prezydenta Karola Nawrockiego. To oznacza, że na prezydenckiej liście jest ich już 31 i to mimo że Karol Nawrocki sprawuje urząd zaledwie 9 miesięcy. I szybko zbliża się tym wynikiem do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który zawetował 35 ustaw. Zrobił to jednak w czasie 2 kadencji, czyli przez 10 lat. Dla porównania Andrzej Duda w ciągu 10 lat zawetował zaledwie 21 ustaw. Najnowsze "nie" prezydenta dotyczy zmian w Kodeksie wyborczym i w Kodeksie rodzinno-opiekuńczym, które umożliwiały tzw. szybką ścieżkę dla osób, które chcą wziąć rozwód. Co to weto oznacza dla obywateli? To jest niemądre weto, nie chcę mocniejszych słów używać. Premier, jak i ministrowie, zgodni w sprawie kolejnego prezydenckiego weta. Można by ułatwić ludziom życie, tego prezydent nie zrobił. Decyzja motywowana ideologicznie i wbrew ludziom. Chodzi o nowelizację Kodeksu rodzinnego dotyczącą pozasądowego rozwiązywania małżeństw. Dzisiaj obywatele czekają wiele miesięcy, i to jest wina byłego ministra Ziobry, na rozpoznanie albo na wyznaczenie pierwszego terminu rozprawy. W niektórych przypadkach nawet pół roku. Stąd nowelizacja. Zgodnie z ustawą rozwód mógłby się odbyć bez udziału sądu, wyłącznie przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego. Dotyczyłoby to par z co najmniej rocznym stażem i bez małoletnich dzieci. "Nie" nowym przepisom powiedział prezydent. Ta ustawa nie jest zmianą techniczną. To zmiana obniżająca rangę instytucji, którą Konstytucja RP wprost chroni. To jest podejście absolutnie średniowieczne. Komentują rządzący i przypominają, jaki był cel ustawy - odciążenie sądów. Po pierwsze długie i skomplikowane postepowania zaostrzają spór, do tego dochodzą koszty postępowań. Musi to być sąd okręgowy, bo to są zbyt poważne sprawy, bo to rodzi konsekwencje natury majątkowej, podatkowej, dziedziczenie, zdrowie, dzieci. I tu widać, że nawet posłowie PiS ustawy nie czytali. Bo warunkiem skorzystania z uproszczonej procedury w proponowanych przepisach było to, że małżonkowie są zgodni w sprawie rozwiązania małżeństwa. Bez orzekania o winie, bezpośredni pozasądowy rozwód. To było bardzo dobrze przygotowane, bardzo dobrze przyjęte. Naprawdę mogło służyć tym ludziom, którzy w sposób pokojowy, rozsądny, spokojny taką decyzję podjęli. Statystki mówią same za siebie. Niemal co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. W ubiegłym roku było ich ponad 60 tysięcy. Z uwagi na zawetowanie przez prezydenta projektu ustawy realnie małżonkowie, którzy nawet byli w porozumieniu co do tego, że ich małżeństwo ma zostać zakończone, dalej będą musieli miesiącami czekać do wyroku rozwodowego. Prezydent odpowiada, że uproszczenie procedury rozwodowej to coś więcej niż zmiana techniczna. I tak porównuje propozycje rządu. Małżeństwo w stylu Las Vegas, szybko zawarte i proste do zakończenia, to może być scena filmowa. Prezydent chce zrobić wszystko, żeby się nie udała reforma sprawiedliwości, nawet w takich sprawach, które nie były sporne - wetuje. A to odbija się na ocenie działalności prezydenta, która jest najniższa od początku kadencji. W ostatnim badaniu negatywnie oceniło ją aż 44% pytanych. To był bardzo racjonalna propozycja, żeby tam, gdzie nie ma dzieci, uwolnić po prostu sądy od długiej procedury, żeby sprawy sądowe w Polsce mogły być zdynamizowane, ale wiadomo, według prezydenta im gorzej, tym lepiej. Decyzja, czy w sprawie szybkich rozwodów będzie drugie podejście, jeszcze nie zapadła. Antoni Macierewicz znów bez immunitetu. Sejm uchylił posłowi PiS immunitet w związku z jego wypowiedzią o kierownictwie Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Tym samym Sejm wyraził zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego szefa MON. We wrześniu Antoni Macierewicz podczas obrad Sejmu miał znieważyć szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego generała Jarosława Stróżyka i dwóch jego zastępców, nazywając ich rosyjskimi agentami. Ponadto miał pomówić ich o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi, co - zdaniem prokuratury - mogło ich poniżyć i narazić na utratę zaufania niezbędnego do zajmowania stanowisk, działając na ich szkodę. Największa polska giełda kryptowalut, której neon nadal świeci dumnie na budynku Polskiego Komitetu Olimpijskiego, kojarzy się już tylko z kłopotami, podejrzanymi transakcjami, prezesem, który zniknął, i klientami, którzy nie mogą odzyskać zainwestowanych pieniędzy. A jest jeszcze to - 450 tys. zł od prezesa Zondacrypto dla fundacji Zbigniewa Ziobry. Pytania się mnożą, ale odpowiedzi niewiele. Tak politycy PiS-u uciekają od pytań. Dosłownie. A Zbigniew Ziobro? A sprawa jest bardzo poważna, bo to do fundacji Zbigniewa Ziobry trafiło 450 tys. od prezesa Zondacrypto. To firma, która oszukała setki Polaków. Być może jest to realizacja jakiegoś długu wdzięczności. Ocenia radca generalny Ministerstwa Sprawiedliwości. I przedstawia sprawę w szerszym kontekście. Umorzenie śledztwa w sprawie BitBay, następnie ta sama osoba występująca w różnych rolach - prawnika w BitBayu i właściciela Zondacrypto, przelewa na konto fundacji tej osoby, która niejako mogła wydawać polecenia prokuratorom prowadzącym śledztwo w sprawie BitBay. BitBay to poprzedniczka Zondacrypto. Za rządów PiS-u jej właściciel zaginął. Ostatni raz widziano go na stacji paliw w Czeladzi. Prokuratura Zbigniewa Ziobry dopiero po dwóch tygodniach na teren bazy paliwowej wysyła psy tropiące, kiedy było wiadomo, że tropu nie podejmą, a mogli dupokrytką powiedzieć: "coś zrobiliśmy". Do tego pieniądze na konto fundacji Ziobry wpłynęły tuż przed sejmowym głosowaniem nad wetem prezydenta. A później politycy PiS-u, do niedawna w partii Ziobry, pomogli prezydentowi zablokować ustawę regulującą rynek kryptowalut. Czy to był polityczny lobbing? Wszystko na to wskazuje. To naprawdę wygląda bardzo niepokojąco. I to chyba zaczynają dostrzegać politycy PiS-u. Bo gdy słyszą pytania o Ziobrę, przyspieszają kroku. Za co fundacja Zbigniew Ziobry dostała 450 tysięcy? Nie mam takiej wiedzy. Trzeba się spytać Zbigniewa Ziobry. Jak pytać, jak on na Węgrzech? To była forma jakiegoś politycznego lobbingu? Prezes PiS-u nie milczy, ale próbuje odciąć się od sprawy. Nie wiedziałem o żadnych 450 tysiącach ani o żadnych innych okolicznościach. Przypomnijmy - Zbigniew Ziobro to partyjny zastępca Jarosława Kaczyńskiego. I to nowa polityczna sytuacja, bo Janusz Kowalski to polityczny wychowanek Zbigniewa Ziobry. Nawet on dziś krytykuje swojego byłego patrona. Czy wy oczekujecie jakichś wyjaśnień od Zbigniewa Ziobry? Uważam, że żaden polityk nie powinien przyjmować żadnych pieniędzy od żadnego biznesu. Po południu Janusz Kowalski zrezygnował z członkostwa w klubie PiS. To teraz będą wszyscy uciekać, będą mówić, że nie znają Ziobry. Taki Ziobro? Nie był w naszym rządzie. Ale to dość odważna strategia, bo Ziobro wciąż jest w PiS-ie, a związków ludzi z obozu PiS-u z Zondacrypto nie da się tak łatwo zatuszować. To Radosław Piesiewicz - zaufany Jacka Sasina - jest szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. To on zawarł umowę sponsorską z Zondacrypto i tak się wtedy tym chwalił. To jest coś nowego, innowacyjnego. Finał tej historii? Sportowcy zostali oszukani. Dziś mija czas na to, by Zondacrypto uregulowała zobowiązania wobec PKOl-u. Pragniemy złożyć wniosek o udostępnienie do informacji publicznej, aby pan Piesiewicz ujawnił umowę, którą zawarł z firmą Zondacrypto. Neon firmy Zondacrypto wciąż wisi na budynku Centrum Olimpijskiego. To jest "19.30", a przed nami jeszcze... Zadowolona jestem, jak nie wiem. Aż się popłakałam. Chcę wszystkim serdecznie podziękować. Nowy dom zbudowany z serc. Każdy z wielką życzliwością i otwartością do tego tematu podchodził. Spełniło się marzenie pani Agnieszki, i nasze też, co pracowali przy tym. Nie mówimy koniec, bo jeszcze jej na pewno pomożemy jako koło i mieszkańcy. Pakiet CPN, czyli obniżony VAT i akcyza na paliwa przedłużony do połowy maja. Jednak to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, nie nastraja optymistycznie. Ceny na rynku hurtowym idą w górę, bo mimo kruchego rozejmu, nie spada napięcie wokół cieśniny Ormuz. Co dalej z cenami paliw i czy musimy przyzwyczaić się do droższego tankownia? Taki widok w przeddzień majówki nie zaskakuje. Na wylotówkach z polskich miast sznur samochodów. Ale w tym roku korki to nie jedyne zmartwienie. Jak nad morze jadę, to będzie w granicach 700 zł w dwie strony. I to według tego cennika. Tyle dziś trzeba płacić za paliwo. Podczas majówki tankowanie będzie droższe. Ministerstwo Energii podało nowe ceny maksymalne. Od piątku do poniedziałku za litr benzyny i oleju napędowego zapłacimy o prawie 20 gr więcej. Musimy jechać, musimy jechać - majówka jest majówką. Na szczęście zatankowałem przed długim weekendem, 2 dni temu, więc mam pełen bak i teraz się o to nie martwię. Martwić mogą przyczyny drożyzny. To wzrost cen ropy na światowych rynkach. 9 dni temu baryłka kosztowała mniej niż 90 dolarów. Teraz około 110. W nocy było to 126 dolarów, najwięcej od inwazji Rosji na Ukrainę. A to może nie być sufit. Tankowce wciąż nie mogą zabierać ropy z krajów Zatoki Perskiej. Stoją przed cieśniną Ormuz zablokowaną przez konflikt na Bliskim Wschodzie. Każdego dnia ropy jest coraz mniej na świecie, więc ta ropa bardzo mocno drożeje. Trwały pokój ma być końcem blokady. Na razie jest tylko kruchy rozejm. Donald Trump zaostrza ton wobec Iranu, m.in. takimi wpisami w Internecie. Oczekuje od Teheranu szybkiego podpisania porozumienia nuklearnego. Wszystko co muszą zrobić, to powiedzieć: poddajemy się. Iran się nie poddaje. Transport surowców od wielu tygodni jest wstrzymany. Przy blokadzie cieśniny Ormuz jeszcze przez kilka tygodni cena ropy naftowej może dojść do 150-200 dolarów. Jeśli tak się stanie, ceny paliw na stacjach wystrzelą. Wzrosty łagodzi program CPN. To czasowe obniżenie VAT i akcyzy na paliwa oraz ustalanie ceny maksymalnej. W Polsce stabilizacja cen cały czas jest potrzebna i taka decyzja jest na bieżąco podejmowana przez Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Energii. Bez zastosowania tych niższych stawek podatku VAT zarówno benzyna jak i olej napędowy byłyby droższe średnio od 80 gr do 1,20 zł za litr. To rozwiązanie nie podoba się jednak Komisji Europejskiej. Jej zdaniem jest niezgodne z unijnym prawem. Polska tak odpowiada na te zarzuty. W tym dialogu, który prowadzimy w KE, podkreślamy to, że to jest w pewnym sensie stan wyższej konieczności. Dlatego Bruksela na razie przymyka oko na rządowy pakiet CPN. Ten został przedłużony do 15 maja. Resort zdrowia chce zmniejszyć liczbę marnowanych leków, bo takich jest dużo. Likwidacją programu leków dla seniorów straszy opozycja. Jednak zmiany w programie, na który rząd wydaje już 9 mld zł rocznie, mają uszczelnić i wzmocnić bezpieczeństwo lekowe. Jak to ma wyglądać i czy recepta na oszczędności wyjdzie nam na zdrowie? Na miażdżycę, osteoporozę, ciśnienie i choroby serca - lista leków z jakich korzystają państwo Bocheńscy jest długa i kosztowna, ale niezbędna. Gdybym nie brała tych leków, to wiadomo, serce nie sługa i pyka mocniej, jest szybciutkie bicie. Bez tych leków nie da rady. Miesięcznie to jednak nawet kilkaset złotych. Spiąć domowy budżet i zadbać o zdrowie pomaga program darmowych leków dla seniorów i refundacja. Już 4 operacje miał, bez tych tabletek jego już dawno by nie było. Ministerstwo Zdrowia chce, by program darmowych laków dla seniorów działał wydajniej. Polityka lekowa przez ostatnie lata mogła być prowadzona lepiej. Więc analizujemy listę leków refundowanych i bezpłatnych pod kątem usunięcia, np. tych leków, które się na przykład duplikują. Chodzi m.in. o produkty z tą samą substancją czynną, ale pod inną nazwą handlową. Rząd chce także postawić na farmaceutyki wyprodukowane w Polsce. Wszystko, by zwiększyć bezpieczeństwo lekowe na wypadek kryzysu czy wojny. Plany ministerstwa krytykuje opozycja. Ale resort studzi nastroje i zapewnia: Żaden senior, żadne dziecko, nie zostaną pozbawieni darmowych leków, które mamy na liście. A planujemy jeszcze tę listę rozszerzyć. Planowane zmiany to także szansa na oszczędności i zmniejszenia liczby sytuacji, w których leki są marnowane. Zauważamy zaopatrywania pacjentów nawet w roczne zapasy przy jednej wizycie u lekarza, zauważamy że czasem pacjenci odwiedzają lekarzy nie komunikujących się ze sobą i otrzymują w takich sytuacjach bardzo, bardzo duże zapasy. A część leków trafia do utylizacji. Rząd chce takie marnotrawstwo ograniczyć do minimum, bo chodzi o ogromne pieniądze. Wydatki na darmowe leki dla seniorów 65+ wzrosły w ciągu 5 lat niemal 5-krotnie, z 2 mld zł do ponad 9 mld zaplanowanych w przyszłym roku. Jak ważne jest to, by te pieniądze wydawać mądrze, rozumieją seniorzy. Leki są bardzo drogie. Ale bez tych leków nie da rady. Bo to jeden z warunków spokojnej i godnej emerytury. Teraz w "19.30" o słowach, które nie powinny paść, bo ranią. I o władzy, która chociaż wybierana przez większość, to powinna pamiętać o mniejszościach. Język, który stygmatyzuje i wyklucza, i nie powinien być używany przez osoby publiczne. "Warzywka" czy "ułomni", takie określenia padały podczas sesji Rady Powiatu w Ełku. Po skandalu padły przeprosiny, ale czy to wystarczy? W sposób cywilizowany ci ludzie ułomni mieliby szansę dotarcia. Zazwyczaj to są jakieś warzywka. "Warzywka" i "ułomni". Tak radni z Ełku nazwali osoby z niepełnosprawnościami. I choć sama dyskusja dotyczyła poprawy sytuacji osób poruszających się na wózku inwalidzkim, to słowa jakich użyli politycy, wywołały oburzenie. Gdyby nie moja wypowiedź niefortunna, za którą przepraszam osoby, które zostały urażone, bo to jest najważniejsze, jeśli rodziców, opiekunów osób z niepełnosprawnością, ale gdyby nie padły te słowa, dziś może nie byłoby podjazdu. Ale obok działań pojawia się pytanie o język, bo słowa padły podczas oficjalnej sesji i nikt wówczas nie zareagował. Powinniśmy wszyscy zareagować. To się nie wydarzyło. Nasz błąd, padły takie słowa, które nie powinny paść. Ja osobiście nigdy bym nie użył. Mariusz Kędzierski, artysta urodzony z wadą rozwojową rąk mówi, że to brak szacunku. Takie słowa są niedopuszczalne w ogóle w przestrzeni publicznej, a jeśli chodzi o osoby piastujące takie stanowiska, trzeba zaznaczyć, że wśród ich wyborców także mogły być osoby z niepełnosprawnościami. Sprawa może mieć dalszy ciąg. Jeden z mieszkańców Ełku domaga się wyciagnięcia wobec radnych konsekwencji. Odwołania. Moja mama od 40 lat jest niepełnosprawna. Czułbym się źle, gdybym nie zareagował. Organizacje społeczne przypominają: nawet jeśli intencje są dobre, słowa mają znaczenie, bo wpływają na sposób myślenia i traktowania innych. Są to po prostu zachowania dyskryminujące, ale myślę też, że często takie zachowania i dyskryminacja osób z niepełnosprawnościami bierze się z pewnego rodzaju niewiedzy. Używanie tego typu określeń utrwala stereotypy, pogłębia wykluczenie i podważa godność osób, które i tak często mierzą się z barierami w życiu codziennym. Słowa, których używamy w debacie publicznej, powinny być maksymalnie inkluzywne, czyli niewartościujące w żaden sposób. Kiedy mówimy coś, powinniśmy się zastanowić, czy te słowa mogą kogoś zranić. Podjazd dla osób poruszających się na wózku w Ełku powstał. I to najważniejsze. Jest też lekcja, że w pomaganiu liczą się nie tylko czyny, ale też słowa. W czasie kiedy w USA gości król Wielkiej Brytanii, amerykański przywódca i Władimir Putin rozmawiali telefonicznie o sytuacji na Bliskim Wschodzie, ale także o "małym rozejmie" w wojnie Rosji z Ukrainą. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. O tej rozmowie Donald Trump mówi, że była "bardzo dobra". Czy oznacza to szanse na przełom w sytuacji na Bliskim Wschodzie lub w Ukrainie? Nie, raczej to komplikuje sytuację. Rosjanie chcą powiązać te 2 wojny. Putin oferuje mediacje z Iranem nie za darmo. Chce uzyskać nacisk na Ukraińców, żeby oddali Donbas i zgodzili się na zawieszenie broni 9 maja, w rosyjski Dzień Zwycięstwa. Odbywa się przesłuchanie w Kongresie sekretarza wojny. Wojna kosztowała amerykańskiego podatnika 25 mld USD. Prezydent mówi, że podwójna blokada cieśniny Ormuz jest genialną strategią i zmusi Irańczyków do oddania 400 kg wzbogaconego uranu i rezygnacji z ambicji budowy broni jądrowej. Irańczycy mają powtarzać Amerykanom: wy macie zegarki, my mamy czas. Pięć milionów polskich ofiar II wojny światowej zostanie upamiętnionych w Berlinie. Choć jest już tam tymczasowy pomnik, to trwa konkurs na projekt docelowego monumentu. O tym, jak powinien wyglądać, rozmawiali ministrowie, architekci i historycy, a my w Berlinie zapytaliśmy o to jedną z nielicznych żyjących dziś jeszcze osób, które przeżyły wojenną gehennę. Chciałam to zobaczyć, chciałam to jeszcze zobaczyć. Janina Iwańska przeżyła 4 niemieckie obozy koncentracyjne. Rozmawiamy 80 lat później w miejscu, które widzi po raz pierwszy, widzi, miejsce które w Berlinie ma upamiętniać polskie ofiary wojny. Tu jest źródło, ten początek. Tu powinien być znak symbol tego, że to, co tu się wydarzyło to trudno sobie wyobrazić. Ustawiony w ubiegłym roku głaz ma zastąpić pomnik. Nie ma w Niemczech bardziej symbolicznego miejsca. Turyści, którzy wchodzą na kopułę Reichstagu i patrzą na miasto, zobaczą również pomnik. W tym miejscu 1 września 1939 r. Hitler ogłosił agresję na Polskę. Dziś to serce politycznego Berlina. Na skwer z okien spoglądają kanclerz Niemiec i niemieccy parlamentarzyści. To miejsce skłania - pewnie też ich - do refleksji. Przypomina im o tym, jakie mają zadanie i co powinni robić, by już nigdy coś takiego się nie wydarzyło. Dlatego Florian Mausbach prawie 10 lat temu napisał petycję, do której dołączyli naukowcy, duchowni, wojskowi i politycy. Słowa są ulotne, nawet uchwały Bundestagu - lądują w stercie papierów. Ale taki pomnik jest czymś trwałym. To jest swego rodzaju publiczne wyznanie. Domagał się go już przed laty Władysław Bartoszewski. Dziś można żałować, że tej chwili nie doczekał, kiedy jego marzenie, kiedy jego idea ulega spełnieniu i stanie się faktem. W Berlinie są już pomniki upamiętniające ofiary eutanazji, osoby homoseksualne, Sinti i Romów prześladowanych przez nazistów. I jest pomnik ofiar Holokaustu, który powstawał przez prawie 20 lat, ale pomnik dla polskich ofiar wojny będzie pierwszym poświęconym konkretnemu narodowi. Architekci i artyści mogą zgłaszać chęć udziału w konkursie do 6 maja. Projekty poznamy jesienią. Zainteresowanie jest duże. Zgłoszenia zaczęły wpływać jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem konkursu. Z Polski otrzymujemy ich najwięcej. Oprócz pomnika - ale już później - ma powstać Dom Polsko-Niemiecki, skupiający się na dwustronnych relacjach. Rząd Niemiec jest świadomy historycznej odpowiedzialności. Przyznajemy też szczerze, że cierpienia polskiej ludności pod niemiecką okupacją nie zostały w naszej niemieckiej pamięci o II wojnie światowej dostatecznie uwzględnione. Janina Iwańska chciałaby zobaczyć odsłonięcie monumentu. - Kiedy to ma być? - W przyszłym roku ma zacząć się budowa. - Nie, no to ja planuję do setki dożyć. - Czyli widzimy się jak będzie gotowy pomnik? - No tak! Są historie, które opowiada się ze wzruszeniem i dumą. To jedna z nich. Pani Agnieszka, seniorka z Grzebienia pod Radomskiem, żyła w rozpadającym się domu, bez wody i toalety, z dziurawym, przeciekającym dachem. Do czasu, gdy na jej tragiczną sytuację zwrócili uwagę sąsiedzi i parafianie. Dzień dobry, zapraszam, teraz tutaj już mieszkam. Nowy dom, własne miejsce na ziemi. Nowy początek, teraz mam nowy początek. Aż się płakać chce, ale nowy początek. Piec, szczelny dach, bieżąca woda i łazienka. Największa radość z tego jest. Zwykłe rzeczy, które zmieniają życie. Z tą wodą trzeba się było narobić, bo wodę trzeba było ze studni nosić. A tu ulga wielka. Stary dom pani Agnieszki stoi obok, ale trudno nazwać go domem. Ściany dawno przestały trzymać pion, nieszczelne okna i drzwi. Trudno uwierzyć, ale pani Agnieszka spędziła w nim całe życie. - Nie będzie pani żal tego starego domu? - Nie będzie, ni deczko... - Chyba dużo wspomnień? - Wspomnienia to są bardzo duże, ale nie będzie mi szkoda. Wczoraj pani Agnieszce oficjalne przekazano klucze do nowego domu. Domu wybudowanego wspólnym wysiłkiem ludzi dobrej woli. Sto lat! Pomysł do działania i wiekopostne wyzwanie dla parafian rzucił proboszcz. I ruszyła lawina. Nie trzeba było nikogo przymuszać, czy zachęcać dodatkowo, tylko raczej każdy z wielką otwartością i życzliwością do tego tematu podchodził. Dom powstał w ekspresowym tempie. Lubimy pomagać. Było to ciekawe, nowe doświadczenie wyzwanie zaproponowane przez proboszcza. No, i żeśmy w wolnym czasie się zaangażowali w te prace. W akcję włączyli się sąsiedzi, znajomi, mieszkańcy Grzebienia i całej gminy. Zebrali pieniądze i materiały budowlane, pomogły lokalne firmy. Na budowie pracowali wolontariusze, po pracy wieczorami, by jak najszybciej oddać dom do użytku. Dziś pani Aga spędziła w nim już pierwszą noc. Tego wszystkiego się nie da opisać. A proboszcz to, żeby tysiąc lat żył i pan Olejnikowski. Wszyscy, żeby tysiąc lat żyli, co mi pomagali. Bo dobro jest w nas, tylko trzeba się odważyć, by pomóc. W "19.30" to tyle. Za chwilę "Pytanie Dnia". Po gorącym dniu w Sejmie Justyna Dobrosz Oracz porozmawia z Pauliną Hennig-Kloską, ministrą klimatu i środowiska. Panie już tu są. My jeszcze widzimy się z państwem o 22.30. Do zobaczenia.