Rosyjski atak. Na Lubelszczy÷nie spad¾ pocisk manewruj@cy. Stan zagrożenia. Czy Polacy znają procedury? Zysk wirtualny. W raporcie NBP brak środków na SAFE 0%. Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór. Najpierw usłyszeli potężny huk, potem zawyły syreny alarmowe. Tuż przed 4.00 nad ranem mieszkańców Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie obudził przerażający dźwięk. Na polskim niebie pojawił się niezidentyfikowany obiekt, poderwano myśliwce F-16, ale zanim podjęły działania, obiekt spadł, pozostawiając w ziemi 10-metrowy krater. To rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, który może dolecieć do celu oddalonego o prawie 3000 km, a sama jego głowica waży niemal pół tony. W pobliżu miejsca, gdzie spadł pocisk, jest Igor Sokołowski. Co teraz dzieje się na miejscu? -- Służby wciąż szczegółowo badają teren, który jest pilnie strzeżony przez wojsko oraz policję. 3.45 nad ranem. Najpierw głośny świst. A potem potężna eksplozja. Kilkaset metrów od tego domu. To, co żeśmy przeżyli, to było straszne. Myśmy spali, a tuż przed czwartą to był jeden wielki pisk i szum, jakby nas bombardowali czy coś. Ja miałam wrażenie, że ta rakieta leciała nad naszym kominem, nad naszym domem. Mieszkańcy wsi natychmiast wybiegli z domów. I właśnie tutaj zobaczyliśmy ten czarny grzyb, tak się rozchodził, grzyb takiego dymu. Wszyscy byli kompletnie zdezorientowani. Popłoch, panika. Nie było żadnego ostrzeżenia, żadnego alertu, nic. Ci, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce, zastali ten krater o średnicy 10 metrów, głęboki na 5 metrów. Paradoksalnie dzisiaj tam się wybieraliśmy. Tak się stało, jak się stało. Lepiej, że w to pole, niż jak komuś miało coś się stać. Masakra. Jakby w budynek czy cokolwiek, to nie byłoby co zbierać. Prokuratura już potwierdziła, że był to uzbrojony pocisk, a ukraińskie MSZ nie ma wątpliwości, że rosyjski. Ch-101. Taką bronią Putin atakował dzisiejszej nocy zachód Ukrainy. Rano na miejsce wybuchu przybył premier. Rząd powołał zespół koordynacyjny z udziałem służb. Szczegółowo badane będą wszystkie elementy tego, co się zdarzyło ze strony rosyjskiej i ukraińskiej, a także wszystkie elementy reakcji państwa, tak żeby każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze. W pobliżu naszej granicy znalazło się ponad 20 niezidentyfikowanych obiektów. Kiedy jeden z nich naruszył polską przestrzeń powietrzną, poderwaliśmy w niebo nasz dyżurny myśliwiec F-16, by pocisk zidentyfikować i przechwycić. O 3.46 przed dokonaniem jednoznacznej identyfikacji obiekt zniknął z radarów. Wówczas doszło do tej eksplozji. Od rana na miejscu pracują prokuratorzy w asyście kilkuset funkcjonariuszy. Służby chcą znaleźć odpowiedź na pytanie, jak doszło do tego, że pocisk wylądował 85 km od granicy z Ukrainą. Sojusznicy NATO muszą pokazać swoją siłę, odporność i jedność. Stoimy w solidarności z Polską i będziemy kontynuować wzmacnianie naszej gotowości do obrony przed wszelkimi zagrożeniami, w tym atakami rakietowymi. Pociski manewrujące Ch-101 to trudne obiekty dla systemów obronnych. Taki pocisk może lecieć na miasto konkretne, po czym przed tym miastem może skręcić, ominąć to miasto, zawrócić i polecieć w całkiem inną stronę. Dla mieszkańców tej okolicy zagrożenie stało się to realne jak nigdy wcześniej. Dziś zostało zachwiane nasze bezpieczeństwo. Przepraszam, że głos mi się tak łamie, ale nie mogę wciąż do siebie dojść. Ostrzeżenie o tym, że Rosjanie planują masowo zaatakować Ukraińców, Wołodymyr Zełenski przekazał wczoraj podczas spotkania z polskim premierem. Już wiadomo, że to, co wydarzyło się kilka godzin później, jest jednym z największych ataków na terytorium naszego sąsiada. Na celowniku był m.in. Lwów, Kijów i Krzywy Róg. Tylko w rodzinnym mieście ukraińskiego prezydenta zginęło 6 osób. To pozostałości domu, w którym mieszkała 6-osobowa rodzina. Wszyscy, w tym trójka dzieci, zginęli dzisiejszej nocy w Krzywym Rogu. Zabiła ich rakieta balistyczna Iskander-M wystrzelona z obwodu woroneskiego w Rosji. To była dobra rodzina. Cudowne dzieci, które wczoraj się śmiały i biegały. A dziś już ich nie ma. Syreny w Ukrainie zawyły po 3.00 w nocy. Rosja jest państwem terrorystycznym i strzela do nas codziennie. Ale nie codziennie z taką zaciekłością jak dzisiejszej nocy. Nad Ukrainę nadleciało ponad 70 pocisków, z czego większość to pociski balistyczne, i ponad 280 dronów szturmowych. Uderzyły przede wszystkim w budynki cywilne. To barbarzyńcy, nie ludzie. Celowo atakują budynki mieszkalne i zabijają cywilów. Nie ma tu celów wojskowych. Budynki takie jak dom w Krzywym Rogu lub ten we Lwowie. W jego ostrzale ranny został kilkuletni chłopiec. Był na piątym piętrze. Spał w łóżku razem z ojcem. W całym mieście rannych zostało w sumie ponad 20 osób. W Kijowie zginęła jedna osoba, kilkadziesiąt odniosło rany. Ludzie chronili się w piwnicach, schronach i podziemiach metra. To ludobójstwo wymierzone w nas. Czego można oczekiwać od naszego szalonego sąsiada? W mieście uszkodzone zostały budynki mieszkalne, targowisko, warsztat samochodowy, magazyny i samochody. W dwóch dzielnicach wybuchły pożary. Rosjanie wzięli na cel także obwód połtawski, gdzie ostrzelali magazyny jednego z prywatnych przedsiębiorstw. Zginęła jedna osoba. Biorąc pod uwagę krytyczny niedobór pocisków przeciwlotniczych od naszych partnerów, nasi żołnierze dokonują naprawdę niesamowitych rzeczy, wykazując się wysokim poziomem profesjonalizmu. Bo Ukraina ma coraz mniejsze możliwości obrony. Brakuje przede wszystkim rakiet do systemów Patriot, które są kluczowe w zwalczaniu rosyjskich pocisków balistycznych. W ciągu kilku ostatnich dni Wołodymyr Zełenski rozmawiał o tym z nowym premierem Wielkiej Brytanii Andym Burnhamem, Donaldem Trumpem oraz Donaldem Tuskiem. Dziś szef polskiego rządu zadeklarował dalsze wsparcie dla Ukrainy. Naszą intencją jest, żeby Ukraina nie przegrała tej wojny. Po mojej rozmowie z Zełenskim sprawa jest dość ewidentna. Najbliższe sto dni może rozstrzygnąć o tej wojnie. Rosyjskie ataki na ukraińskie miasta nie ustają. A wraz z malejącymi możliwościami obrony przeciwlotniczej rośnie liczba ofiar wśród cywilów. Dźwięk syreny alarmowej, który wybudził ze snu mieszkańców Lubelszczyzny, może usłyszeć każdy z nas, a kiedy liczy się każda sekunda, warto wiedzieć, co robić krok po kroku. Jak odróżnić sygnały alarmowe? Kiedy i gdzie należy się schronić? Jak przetrwać newralgiczny czas? Prawdopodobnie w naszych domach jest cenny poradnik. W każdej chwili możemy go czytać także w wersji elektronicznej. Jak zadbać o nasze bezpieczeństwo? Była 3.50, kiedy uruchomiono syreny alarmowe. Alarm obudził nie tylko mieszkańców Lublina. Słychać go było w większości województwa. Wtedy jak się pan zachowywał? Normalnie. Przecież wojny nie ma. Jest tuż za naszą wschodnią granicą. Takich przypadków jak ten może być więcej. Zdrowy rozsądek i odpowiedzialność mówią: reaguj. Wiedziałem, jak się zachować. Obudziłem się, przeszedłem do najniższego punktu w mieszkaniu. Odczekałem, aż się wszystko wyciszy. Syreny alarmowe zostały włączone zgodnie z procedurą SPO-13. Dotyczy to ostrzegania ludności cywilnej o zagrożeniu z powietrza. Alarm trwał 13 minut. Zagrożenie powstało szybko i tutaj metodą najszybszą, najskuteczniejszą jest syrena. Nie wystarczy włączyć sygnału alarmowego. Równolegle powinna iść informacja. W radiu i telewizji. Co się dzieje? Bo nie było żadnych informacji. Dopiero później znaleźliśmy w Internecie. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa alertów nie wysłało, mimo że procedura została uruchomiona. Kiedy odwołano już zagrożenie z powietrza, procedura została wstrzymana. Zabrakło też informacji wtedy, kiedy już nawet to zagrożenie minęło, kiedy był ciągły sygnał, to obywatele chcieli wiedzieć, z czym mieli do czynienia. W sprawie milczącego RCB szef rządu widzi problem i zapowiada nowe zasady. SMS trzeba też wykorzystywać nie tylko do informowania, że jest zagrożenie, ale musimy wprowadzić bezwzględnie zasadę, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać do ludzi SMS-y uspokajające. Ten rosyjski pocisk jest też sprawdzianem dla nas wszystkich. Musimy liczyć na to, że zbudujemy tę odporność populacyjną i umiejętność zachowania się na głos syren. Choć mimo prowadzonych ostatnio w całym kraju ćwiczeń wciąż nie każdy potrafi rozpoznać alarmy. W Polsce obowiązują dwa główne dźwięki syren alarmowych. Pierwszy - modulowany, czyli ogłoszenie alarmu. Oraz ciągły, który jest jego odwołaniem. Każdy z nich trwa 3 minuty. Upraszczając: mamy guziczek który powoduje, że coś się uruchamia. Syreny na polecenie wojska czy administracji publicznej aktywuje straż pożarna. Co zatem robić, kiedy słyszymy alarm? Szukamy takiego miejsca, gdzie mamy minimum dwie ściany. Zamykamy okna, odłączamy gaz, zamykamy drzwi i szukamy miejsca najbardziej stabilnego w domu. W przypadku bloku najlepiej zejść do garażu. Najbliższe schrony i miejsca ukrycia znajdziemy w aplikacji "Gdzie się ukryć". Równolegle śledzimy komunikaty w radiu i telewizji. Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie. Wszystkie najważniejsze wskazówki dotyczące przygotowania się na sytuacje kryzysowe zawarte są w tym poradniku bezpieczeństwa. Trafił on do każdego domu. W obliczu zagrożeń wiedza może okazać się bezcenna. Bezpieczeństwo ponad politycznym sporem to hasło, które w deklaracjach jeszcze występuje, ale w praktyce ma raczej długą historię niż realny wymiar. Opozycja zarzuca rządzącym spóźnione reakcje i brak informacji. Rządzący odpowiadają, że dopiero za ich rządów współpraca służb jest wzorowa, a informacja na czas. Spór o bezpieczeństwo w relacji Jakuba Korusa. Spóźniona i niewystarczająca - tak o rządowej reakcji na pocisk, który spadł w Tarnawie-Kolonii, mówi dziś opozycja. Mieliśmy do czynienia z rażącą niekompetencją państwa polskiego. Były minister obrony dopytuje, dlaczego przez 6 minut, kiedy pocisk śledziły radary, nie został on zestrzelony. Dlaczego nie zadziałał system obrony przeciwlotniczej? Z miejsca zdarzenia - pola, na którym po uderzeniu rosyjskiego pocisku, powstał 10-metrowy krater, rządzący mówią o tych zarzutach wprost. To skrajna hipokryzja. Pan minister Błaszczak i pan premier Morawiecki są ostatnimi na planecie, którzy powinni komukolwiek zwracać uwagę na to, jak państwo powinno reagować na sytuację taką jak wlot obcej rakiety. Ostatni na tej planecie. Niech się wstydzą. Ja na ich miejscu zakopałbym się w jakiejś jamie i udawał, że mnie nie ma. To nawiązanie do tego, jak z podobnymi kryzysami radziła sobie Zjednoczona Prawica. Rosyjski pocisk, który wleciał do Polski w grudniu 2020 roku, dopiero w kilka miesięcy później pod Bydgoszczą znalazła przypadkowa osoba. Około 7.00 jest pełen komunikat precyzyjnie pokazujący, o której godzinie, gdzie, ile rakiet, co się działo, jakie środki były użyte. Tego wcześniej nie było. Było za to zrzucanie winy. Kiedy wojsko przeczesywało las w poszukiwaniu szczątków, odpowiedzialnością za zgubienie rakiety minister Błaszczak obciążył dowództwo. Emocje musieli studzić generałowie. Chciałem zwrócić się z apelem o rozsądek. O to, abyśmy w nadchodzących dniach ważyli emocje. To już Przewodów, woj. lubelskie. To tutaj w listopadzie 2022 roku nadlatująca znak Ukrainy rakieta zabiła dwie osoby. Choć pocisk spadł po południu, pierwsze oficjalne informacje przekazano około północy. Szczegóły prezydent podał dopiero dzień później. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta, która służyła obronie przeciwrakietowej, czyli że była użyta przez siły obronne Ukrainy. Ale dziś pojawia się jeszcze jeden zarzut. Zdaniem opozycji przewidziany w takich sytuacjach sygnał dźwiękowy to za mało. Rzeczywiście te syreny wyły, są od tego, żeby wyć wówczas, kiedy jest jakieś niebezpieczeństwo. Problemem jest to, że Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie dało żadnych komunikatów. Rząd zapewnia, że liczył się czas i niewzbudzanie niepotrzebnej paniki, kiedy pocisk już spadł i nikomu nie stała się krzywda. Gdyby atak potrwał dłużej, SMS-y zostałyby wysłane - zapewniają politycy. Najszybciej dotrze do nas dźwięk syreny. Wszystkie inne informacje, czy to przez Internet, czy to SMS-em, dotrą do nas siłą rzeczy później. Te kilka minut były tutaj decydujące. Jednocześnie koalicjanci zapewniają, że alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa będą rozwijane. Tego samego Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które rząd PiS chciał zlikwidować. Oglądają Państwo "19:30" w czwartek. Dzień zdominowały doniesienia z Lubelszczyzny, ale za chwilę u nas także... Wyjątkowa misja amerykańskiego aktora. Przypominam sobie, ile dobra jest w ludziach. Terapia przez sztukę w czasie wojny. Poprzez ćwiczenia i zabawy teatralne staramy się pomóc im choć na chwilę. Człowiek może jednocześnie cierpieć i doświadczać radości. Dziś poznaliśmy sprawozdanie z działalności Narodowego Banku Polskiego za ubiegły rok. I choć dokument liczy 150 stron, to próżno szukać na nich zysku. Przeciwnie, strata przekracza 35 mld zł. A to ważny rachunek, który każe zapytać, jak bilans na minusie miał się przyczynić do prezydenckiej propozycji SAFE 0%. To była okazja, by udowodnić, że za tą propozycją... Mamy dla SAFE konkretną, polską, suwerenną alternatywę. ...stoją konkretne pieniądze. Artur Soboń, obecnie członek zarządu NBP, kiedyś poseł PiS, z niej nie skorzystał. Stawiamy czoła wyzwaniom. I wzorem nieobecnego dziś w Sejmie prezesa NBP... Zostałem takim mocarzem, którym jestem do dzisiaj. ...skupił się na autopromocji. Zachowaliśmy ostrożność i rozwagę. O jednym jednak zapomniał. Nie pochwalił się pan, jeśli chodzi o wynik finansowy. A ten, jak wynika ze sprawozdania, w ubiegłym roku był rekordowy. To ponad 35 mld zł na minusie. Tak dużej straty NBP jeszcze nie miał. To znaczy, że Nawrocki oszukał żołnierzy i polskich obywateli. Jeżeli ktoś ma 35 mld zł na minusie, to znaczy, że nie ma pieniędzy na czołg, na samolot. 5 miesięcy temu prezes NBP przekonywał, że przecież jest jeszcze złoto. Powinniśmy sprzedać dowolną ilość. Ale teraz w sprawozdaniu przyznał wprost, że rezerwy - także złota - służą przede wszystkim wzmocnieniu wiarygodności finansowej kraju. Z całą pewnością nie powinniśmy wyprzedawać. To skąd te miliardy złotych na zbrojenia z kasy NBP? Kiedy będzie dobra koniunktura w NBP, wtedy będzie mógł dołożyć swój komponent. To jednak bliżej nieokreślony czas przyszły, bo NBP, od kiedy zmienił się rząd, co roku wykazuje stratę. Gdyby był zysk, to zgodnie z ustawą i tak trafiłby do budżetu państwa. To była ściema. To było po to, żeby zamydlić Polakom oczy i stworzyć wrażenie, że jest alternatywa. A takiej alternatywy nie ma. Panie prezesie Glapiński, jak masz, to pokaż. Apelują jeszcze ludowcy, którzy podjęli się pracy nad prezydenckim projektem finansowania zbrojeń z pieniędzy NBP. Ale wciąż w nim brak źródła finansowania. Z pieniędzmi z NBP na zbrojenia jest trochę jak z yeti. Wszyscy o nich mówią, ale nikt ich nie widział. Ten polityczny dialog mógłby się toczyć, gdyby nie chodziło o sprawy bezpieczeństwa, które, co pokazują wydarzenia z dziś, nie mogą czekać. Pomysł dozbrajania wojska z pieniędzy NBP stał się powodem prezydenckiego weta wobec unijnego programu SAFE, czyli wobec 190 mld zł niskooprocentowanej pożyczki. To utrudniło, ale nie zatrzymało jej uruchomienia. Wszyscy ci, którzy próbowali opóźnić proces dozbrajania polskiego wojska, właśnie dziś powinni wyjść do Polek i Polaków i powiedzieć "przepraszam". Przeprosin nie ma. Jest za to taka reakcja prezydenta na słowa premiera, który podczas piątkowego święta policji dziękował za walkę o wykorzystanie mimo weta wszystkich unijnych pieniędzy na zbrojenia. Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy Prawo Oświatowe i od września wejdzie w życie zakaz korzystania z telefonów komórkowych przez dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych. Dzieci nie będą mogły wnosić telefonów komórkowych na teren szkoły i przedszkola. Za zgodą dyrektora placówki z urządzeń elektronicznych korzystać będą mogły dzieci chore, których telefon pomaga w dawkowaniu leków, bądź jest niezbędnym narzędziem dla osób z niepełnosprawnościami. Chociaż w sejmowym kalendarzu właśnie zaczynają się wakacje, to w PiS-ie przypominać może o nich wyłącznie temperatura. Po politycznym rozwodzie jest nowa rzeczywistość, ale podział posłów podobno wcale się nie skończył. Dziś klub Rozwój Plus oficjalnie pojawił się w sejmowym wykazie z 40 posłami na liście. Jedni odchodzą, młodzi przychodzą. Tak PiS próbuje tworzyć wrażenie, że wcale się nie sypie. Panowie, przyszłość przed wami. Wszystkiego dobrego. Nie wygląda to dobrze. Oni dzisiaj będą robili wszystko, żeby pokazać, że się budują, a nie rozpadają, a jednak się rozpadają. I to spektakularnie. Jednego dnia PiS stracił 3 europosłów, senatora i 39 posłów. Nowy klub Mateusza Morawieckiego został już zarejestrowany. Oznacza to, że politycy występujący na sejmowej mównicy reprezentują już nie klub PiS-u, lecz nowy klub Rozwój Plus, mimo że nadal pozostają formalnie członkami PiS. PiS próbuje rozłam bagatelizować. My już o tym nie rozmawiamy. A ludzie Morawieckiego ogłaszają pozorne zawieszenie broni. Na zaczepki nie odpowiadamy. Ale wystarczy jednak jedno pytanie: "kto rozbił PiS" i się zaczyna. To jest odpowiedzialność Mateusza Morawieckiego. To nie jest postawa propaństwowa, propolska. To bardzo duże oskarżenie. To decyzja wyłącznie kierownictwa PiS, więc jeżeli ktoś podał rękę Donaldowi Tuskowi, to właśnie kierownictwo PiS. Sejmowe korytarze zamieniły się w pole bitwy. Po jednej stronie - ludzie Kaczyńskiego, po drugiej - obóz Morawieckiego. Oba obozy prowadzą ofensywę, by przekonać wyborców, że za rozłam odpowiada przeciwnik. Nie ma tylko od kilku dni głównego dowódcy PiS-u. Gdzie jest dzisiaj Jarosław Kaczyński? Płacze na Nowogrodzkiej. Kaczyński myślał, że zaszachuje wszystkich i powie: "Panowie, nie wyrzucam was", rozmowy ostatniej szansy, że przyjdą na Nowogrodzką, w pierścień pocałują i przynajmniej z tej czterdziestki dwudziestka padnie. Stało się odwrotnie. Rozłamowcy szykują już piątkową demonstrację siły. Jutro będzie się działo. W sieci pokazali logo stowarzyszenia, a w Sejmie - liczebność oddziałów. Mateusz Morawiecki otoczony wianuszkiem najwierniejszych. Przemysław Czarnek ze znacznie skromniejszym wsparciem. Po południu obie frakcje zebrały swoich ludzi - osobno. PiS - w centrali przy Nowogrodzkiej. Ludzie Morawieckiego - w siedzibie stowarzyszenia. Koalicja rządząca obserwuje tę wojnę z rozbawieniem. Jak widzicie, tu był kiedyś PiS, a są gruzy. Ale jednocześnie ostrzega. Ja PiS dzielę na dwa bloki: zły PiS i zły PiS. Bo jak słyszymy, oba obozy mają na koncie afery, skandale, a część polityków - także zarzuty. I kiedy pojawia się widmo odpowiedzialności, linia frontu nagle znika. Tobie, Boże, dziękujemy. Przed prokuraturą na manifestacji poparcia dla Daniela Obajtka pisowcy i rozłamowcy znów stanęli ramię w ramię. Z nimi trzeba twardo: ani kroku do tyłu. Tu "lojalnego" Obajtka wspierał "rozłamowiec" Buda. Będą siebie bronić, bo mają ogromną wiedzę na własny temat. Każdy z nich czuje się pod tym względem odpowiedzialny i zagrożony. Czyli rozłam kończy się tam. gdzie pojawiają się zarzuty. Nie żyje Iga Cembrzyńska, aktorka, scenarzystka, reżyserka, piosenkarka i kompozytorka. Iga Cembrzyńska debiutowała 62 lata temu jako piosenkarka na festiwalu w Opolu, a jako aktorka filmowa w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" Wojciecha Hasa. Do jej wybitnych kreacji należą m.in. role w filmach Andrzeja Kondratiuka: "Jak to się robi", "Hydrozagadka" czy "Pełnia". Oni choć na moment próbują zapomnieć o wojnie, on właśnie w jej cieniu przypomniał sobie, jak dużo dobra jest w ludziach. Hollywoodzki artysta Jesse Eisenberg jest wśród wolontariuszy, którzy przyjechali na Ukrainę z wyjątkową misją. Na pierwszym planie jest praca z dziećmi, ale sztuka wcale nie schodzi na sceny, bo właśnie ona ma pomóc w zmierzeniu się z dramatem wojny. Przez kilka godzin nie muszą nasłuchiwać alarmów ani zastanawiać się, co przyniesie kolejny dzień. Mogą śmiać się, odgrywać role i znów być dziećmi. Wśród wolontariuszy, którzy przyjechali do Ukrainy, jest Jesse Eisenberg, hollywoodzki aktor, reżyser i scenarzysta. Tym razem nie gra. Pracuje z dziećmi dorastającymi w cieniu wojny. Pobyt tutaj przypomina mi o dobru, które ludzie mają w sobie. Przypominam sobie, ile dobra jest w ludziach i do czego są zdolni w najtrudniejszych chwilach. W projekcie Fundacji Humanitarnej Folkowisko i organizacji The Campfire Project uczestniczy ponad 80 dzieci. Zajęcia prowadzą artyści, psychologowie i terapeuci z Ukrainy, Polski oraz USA. Poprzez ćwiczenia i zabawy teatralne staramy się pomóc im choć na chwilę wyjść poza rzeczywistość wojny, cieszyć się życiem tu i teraz i naprawdę być razem. Teatr, fotografia i inne działania twórcze pomagają dzieciom wyrażać emocje i odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa. Są życzliwe, dobrze wychowane, wyróżniają się ogromnym szacunkiem do dorosłych, tradycji oraz zasad funkcjonowania rodziny i szkoły. Przed wyjazdem do Ukrainy wolontariusze spędzili 2 dni w Gorajcu. Eisenberg poznawał historię pogranicza i spotkał się z Janiną Obirek, która przygotowała dla niego muzyczną niespodziankę. On się z tego bardzo cieszył. Nie wiem, jak dla kogo, dla mnie on normalny jest. Człowiek nie wynosi się, że "ja w telewizji jestem". Folkowisko od początku pełnoskalowej wojny prowadzi pomoc po obu stronach granicy. Dla Eisenberga podróż ma także osobisty wymiar. Niedawno otrzymaliśmy polskie obywatelstwo ja, moja żona i nasze dziecko. Część mojej rodziny przeżyła wojnę we Lwowie. Niedaleko stąd ktoś uratował życie moim bliskim. Czuję, że mam wobec tego miejsca dług wdzięczności i powinienem zrobić coś dobrego dla ludzi, którzy dziś sami doświadczają wojny. Eisenberg dokumentuje projekt. Z nagrań ma powstać film o dzieciach żyjących w kraju ogarniętym wojną i ludziach, którzy próbują przywrócić im radość. Chciałabym, żeby zrozumiały, że człowiek może jednocześnie cierpieć i doświadczać radości. I że musimy sobie na tę radość pozwalać. Bo człowiek nie może żyć wyłącznie w smutku. Wojny nie zatrzymają. Mogą jednak sprawić, że choć przez chwilę to nie ona będzie najważniejszą częścią dziecięcego świata. Pol'and'Rock Festival w Czaplinku oficjalnie wystartował. Tysiące uczestników wspólnie z Jurkiem Owsiakiem odczytało Przysięgę Festiwalowicza i ruszyła prawdziwa uczta pełna muzyki, miłości i przyjaźni. Co czeka na uczestników w tym roku? Morze uśmiechniętych pozytywnych ludzi. To będzie chyba wspaniała rockowa gorąca noc. 32. Pol'and'Rock Festival, odjazd! Kimkolwiek nie jesteś, będziesz tu pasować. Jesteśmy bardzo podekscytowani. Nie mogę się doczekać, aż sama góra, morze ludzi będzie śpiewało: "I nawet kiedy będę sam". Zespół wystąpi na tej wielkiej scenie już niedługo po północy. A już za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Justyny Dobrosz-Oracz będzie marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Spokojnego wieczoru. Do zobaczenia. -- Dobry wieczór państwu, Justyna Dobrosz-Oracz, zapraszam na pytania dnia. Ze mną jest państwem jest marszałek Sejmu, lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty i, jak to mówi Karol Nawrocki, "jedno bicie serca od prezydentury". -- Dobry wieczór, pani redaktor, dobry wieczór państwu. -- Panie marszałku, to była dla pana stresująca noc? -- Dla wszystkich chyba była stresująca noc, natomiast to pokazuje jedną rzecz: jak absurdalne były dyskusje na temat, np., zablokowania sejfu. Jak potrzebny jest Polsce nowoczesny sprzęt, do obrony przede wszystkim, jak niepotrzebne w Polsce są w tej chwili kłótnie z Ukrainą, która jest naszym sąsiadem, na terenie której jest wojna. Jak ta wojna jest blisko, co by się stało, gdyby Ukraina upadła, a Rosjanie by ją zamienili i na naszych granicach byłaby Rosja. To jest, proszę pani, taki naprawdę zimny prysznic, tak? Jeżeli ktoś myślał, tak jak pan Czarnek, że możemy odpuścić, a Putin go uratuje, pocałuje w czoło i da mu pokaże drogę rozwoju, to takie momenty otrzeźwiają nawet nierozsądnych polityków. I w tym względzie uważam, że to jest taki bardzo poważny sygnał. Jest wojna, takie rzeczy się zdarzały, takie rzeczy mogą potencjalnie mieć miejsce, i wszystko trzeba zrobić, żeby jak najbardziej zabezpieczyć Polki i Polaków przed takimi sytuacjami. -- Pytałam o tę noc, dlatego że zastanawiam się, czy pan też dostał w nocy już sygnał o tym, że rosyjska rakieta bojowa naruszyła naszą przestrzeń powietrzną, a później de facto spadła na terytorium Polski.