Sejm zagłosuje nad wetem prezydenta ws. kryptowalut. Politycy przerzucają się odpowiedzialnością za aferę. 15-latek walczy o życie. Zatrzymano mężczyznę, który miał go potrącić i uciec. Symbol nadziei. 6-latka uratowana kilka dni po tragicznej powodzi w Nepalu. Monika Sawka. Dobry wieczór. Są wzajemne oskarżenia i pytania, kto zapłaci polityczną cenę za aferę Zondacrypto. Prezydent pyta premiera o fotografię w koszulce Lechii Gdańsk, której sponsorem była upadła giełda kryptowalut. Donald Tusk w odpowiedzi zamieszcza zdjęcie, na którym oprócz Karola Nawrockiego widać także Radosława Piesiewicza, prezesa PKOl, od wczoraj w areszcie w związku ze sprawą. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, głównie z prawej strony sceny politycznej. Wpakowaliście się w bardzo brudny interes. Mówię tutaj o tych wszystkich, którzy korzystali z tych pieniędzy, byłym prezydencie, aktualnym prezydencie. Przypominam, że to pan premier pozował z koszulką Zondacrypto. Tak wygląda obrona przez atak za aferę upadłej giełdy kryptowalut. Na reakcję premiera po uszczypliwości prezydenta związanej z tym wydarzeniem, gdy Donald Tusk w prezencie dostał koszulkę Lechii Gdańsk, nie trzeba było długo czekać. Tu się nie ma co śmiać, panowie. Premier publikuje to zdjęcie obecnego i byłego prezydenta z Radosławem Piesiewiczem. Pierwszym aresztowanym w śledztwie dotyczącym afery Zondacrypto. Jak sugeruje Roman Giertych, adwokat szefa upadłej giełdy, nie ostatnim. Piesiewicz przeciera szlaki w aresztach, w których trzeba będzie przygotować kilka miejsc więcej dla tych, którzy jeszcze są na wolności. W relacje z Przemysławem Kralem mieli być uwikłani ludzie prawicy i prawicowe media. Przez przelewy na fundacje, proszenie o pomoc w ucieczce, występy na sponsorowanych wydarzeniach i zagraniczne spotkania. Nie złamano prawa i nikt tego nie zarzuca dzisiaj. Przecież to jest oczywiste. Problem jest gdzie indziej. Dlaczego państwo nie interweniowało? To nieprawda. Premier 5 grudnia ostrzegał przed Zondacrypto. Szczegóły przekazał posłom na tajnym posiedzeniu Sejmu. Mimo to tego samego dnia nie odrzucono pierwszego weta do ustawy o kryptoaktywach. Wszyscy mają teraz ostatnią okazję, żeby powiedzieć, że cokolwiek zrozumieli. Nie zrzucą z siebie odpowiedzialności za to, co się stało, ale przynajmniej mogą pomóc nam zapobiec tego typu paskudnym sytuacjom w przyszłości. Rządzący mówi "sprawdzam". Będzie głosowanie nad odrzuceniem trzeciego prezydenckiego weta ustawy o rynku krypto. Panie prezydencie, nie wiem, co motywowało panem, że trzy razy pan wetował tę ustawę. Coraz więcej faktów wskazuje na to, że mógł pan to robić nie przypadkiem. To po prostu zła ustawa, próba odwracania odpowiedzialności przez byłego premiera. Mówi Karol Nawrocki, który podczas kampanii wyborczej promował się na imprezie CPAC sponsorowanej właśnie przez Zondacrypto. Prezes PiS winą za aferę też obarcza rząd Donalda Tuska. I nie widzi nic złego w spotkaniu tego polityka z szefem Zondacrypto na Ibizie. Michał Moskal to były szef gabinetu politycznego Jarosław Kaczyńskiego. Wiem, że po powrocie zajął się tą sprawę i wprowadzał z innymi poprawki do tej ustawy, które były dla Krala bardzo niedobre. Ale to ustawę, a nie poprawki do ustawy Kral krytykował. Proponowana ustawa jest takim kagańcem. Chcieliśmy zrobić dość restrykcyjne, chroniące polskich obywateli przepisy. PiS jest przeciw. Niezmiennie przeciw jest też Konfederacja. Do tej pory przeciw rządowym przepisom głosował też Mateusz Morawiecki, również obecny na imprezie CPAC. Choć już 8 lat temu, jeszcze jako szef rządu PiS, mówił tak: Albo zakażemy kryptowalut, albo je uregulujemy w sposób szczególny, żeby nie dochodziło do tworzenia piramid finansowych. Może ja źle pamiętam, ale w 2018 roku chyba premierem był Morawiecki, a potem przez kolejne 5 lat też premierem był Morawiecki, to co mu przeszkadzało, żeby ten rynek uregulować? Równolegle proces regulacji rynku kryptowalut trwał w UE i dlatego też czekaliśmy na to rozporządzenie. Rozporządzenie już jest, są rządowe przepisy regulujące rynek kryptowalut. Poparcia prawicy nie ma. To jest chyba ten moment, kiedy już nikt nie będzie miał czelności, że nie ma sprawy albo że mamy dużo czasu. Czasu do namysłu dla opozycji niewiele. Głosowanie na odrzuceniem weta - w przyszłym tygodniu. Po wzajemnych oskarżeniach w sprawie afery Zondacrypto prezes PiS mówi, że dla osób ze Stowarzyszenia Rozwój Plus, które rozbiły partię, nie ma mowy o wspólnej liście. W koalicji rządzącej nowe otwarcie i mocne przemówienia premiera i marszałka Sejmu na Campusie Polska Przyszłości. I słowa o tym, jaka będzie stawka przyszłorocznych wyborów i jaka jest alternatywa. W wywiadzie dla telewizji będącej medialną przybudówką PiS prezes nie zostawia złudzeń. Zero litości dla rozłamowców. Zero miejsc na listach. Są osoby, które tak bardzo zaangażowały się w ten proces rozbijania, że na pewno nie znajdą się na tej liście. Jarosław Kaczyński ma mieć nawet czarną listę zdrajców. Otwierają ją: Waldemar Buda, Krzysztof Szczucki, Robert Gontarz i Szymon Szynkowski vel Sęk. Kilka tygodni temu wyrzucono nas z PiS. To odbywało się niestety z powodu radykalizacji PiS, Wzrost napięcia to pokłosie afery Zondacrypto. Mateusz Morawiecki wprost zasugerował, że sprawa z największą upadłą polską giełdą kryptowalut wprost zaszkodzi PiS-owi oraz samemu Kaczyńskiemu. Uderzanie w kierownictwo, w istocie w niego samego, najczęściej stosując różne metody manipulacyjne, to jest szkodliwe bardzo, dlatego trzeba to przerwać. Jest takie powiedzenie i chyba coraz bardziej się sprawdza, że kampania rozpoczyna się dzień po ogłoszeniu wyników wyborów. Po stronie koalicji rządzącej im bliżej przyszłorocznych wyborów, tym głośniej wybrzmiewają pytania o realizację wyborczych obietnic. Powinniśmy skupić się na rozmowie z wyborcami, na spotkaniach z wyborcami, i na tym, żebyśmy ten ostatni rok poświęcili na ciężką pracę i opowiedzenie Polakom, co udało się zrobić, a jeśli się nie udało, to dlaczego. Na jednym z takich spotkań, na Campusie Polska Przyszłości, premier próbował pokazać alternatywę: albo Polska brunatna, albo demokratyczna. I nawiązywał do lat 30. XX wieku. Trzeba byś ślepym, żeby nie widzieć, ile mają wspólnych wątków tamte najbardziej ponure czasy i pewne ambicje, projekty polityczne, które dzisiaj na naszych oczach brunatnieją. Mówię tu też o polskich politykach. Na tej samej scenie wtórował mu marszałek Sejmu, Włodzimierz Czarzasty. Ani kroku wstecz - wzywał i wyliczał, jakich tematów nie można oddawać prawicy. Wśród nich - stosunku do Ukraińców. Co się z nami stało, że 4 lata temu przyjęliśmy pod swoje strzechy milion dzieci ukraińskich, a dzisiaj pozwalamy, żeby na te dzieci w Polsce pluć? Spraw międzynarodowych. Ameryka to jest bezpieczeństwo. Ale nigdy się nie zgodzę na to, żeby przed kimkolwiek klęczeć. Czy związków partnerskich i praw osób LGBT. Nie można drzwiami, wejdziemy z tą sprawą oknami. Każdy ma prawo do wolnego życia i tego, jak chce żyć. Jesienią w spór pomiędzy największymi partiami chce włączyć się prezydent. W otoczeniu młodzieży zaproszonej do Juraty punktował koalicję. Co zostaje tym, którzy nie są w stanie obronić Polski przed kolejnymi aferami szpitalnymi, przed kolejnymi aktami korupcji? Tym zostało atakowanie czy uszczypliwości. Gdybyśmy mieli sytuację taką, że prezydent grałby z rządem i Polakami do jednej bramki i nie mielibyśmy złośliwych wet, to pieniędzy na takie programy jak Ceny Paliw Niżej byłoby więcej. Wciąż trwają rozmowy o prawicowym pakcie senackim, który miałby pod przewodnictwem prezydenta połączyć wszystkie konserwatywne partie. Po gorącym politycznym lecie czas na jeszcze gorętszą jesień. Jest przełom w sprawie wypadku w Zadrożu koło Krakowa. Policjanci podejrzewają, że kierowcą, który potrącił 15-latka i odjechał z miejsca zdarzenia, jest 26-letni mieszkaniec powiatu olkuskiego. Mężczyzna został zatrzymany. Lekarze walczą o życie nastolatka. Odnaleziono go przy drodze po tym, jak rodzice zaniepokoili się, że nie wraca do domu. Zadroże, małopolska wieś koło Olkusza. To tu został potrącony 15-letni chłopiec. Sprawca najprawdopodobniej uciekł z miejsca wypadku, nie udzielając pomocy. Nastolatek helikopterem został przetransportowany do Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Przekładaliśmy go z karetki do helikoptera. Stan jest bardzo poważny. Lekarze walczą o jego życie. By odnaleźć sprawcę, policjanci prosili o pomoc mieszkańców okolic. Dzięki nagraniu z monitoringu udało się ustalić, jaki samochód potrącił 15-latka i kto nim kierował. Społeczność zaczęła nam nas informować o potencjalnych osobach, które mogły posiadać bądź poruszać się takim samochodem. Społeczność Zadroża jest poruszona tym, co wydarzyło się tuż obok kościoła. Niewyobrażalne. Też tu szybko jeżdżą te auta. Nie zważają na pieszych. Nie wiem. Panika, strach, nietrzeźwość. W nocy policja odnalazła samochód ze śladami uderzenia. Sprawca ukrył go na posesji swojej babci. Sam został zatrzymany w innym miejscu. Ma prawo jazdy. Ma 26 lat. Myślę, że jego kartoteka do tej pory była czysta. Jest przesłuchiwany w komisariacie w Olkuszu. Są prowadzone czynności z zatrzymanym. Kiedy zostaną one skończone, zostanie on doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Olkuszu. Wierni stojącego w centrum Zadroża kościoła modlą się o zdrowie potrąconego 15-latka. Wie znałam chłopaka. Nie wyobrażam sobie, co mogą czuć rodzice. Musi to być tragedia. Wszyscy pytają, dlaczego kierowca nie udzielił pomocy. Zostawić człowieka bez pomocy, jeszcze wiedząc, że wyrządziło mu się tak wielką krzywdę. Taka postawa jest nieludzka i niechrześcijańska. Straszna tragedia. To jest młody człowiek. Oby przeżył. Uczył się w tej szkoły w Zadrożu. W piątek pojechał na korepetycje do Krakowa. Wieczorem wracał do domu. Blisko 700 ofiar, a na horyzoncie widmo kolejnej katastrofy. Niszczycielska powódź na granicy Nepalu i Tybetu zbiera śmiertelne żniwo. Skala zniszczeń jest porażająca. Potężna fala pojawiła się po zerwaniu fragmentu lodowca. Wśród zaginionych są setki zagranicznych turystów i pielgrzymów. Służby ostrzegają przed możliwością kolejnych powodzi. I mówią o cudach, które przy ogromie tragedii napawają nadzieją. Płacz tej 6-letniej dziewczynki jest nadzieją na odnalezienie żywych. Ratownicy wyciągnęli ją spod zwałów błota i gruzów 3 doby po katastrofalnej powodzi na granicy Nepalu i Tybetu. Ta kobieta jest kolejnym przykładem, że wciąż może wydarzyć się tu cud. Na to liczą rodziny zaginionych. Gromadzą się w obozach ratunkowych i czekają na jakiekolwiek informacje o bliskich. Od czasu powodzi nie mamy kontaktu z naszym synem. Na razie nic nie wiadomo. Mamy poczekać jeszcze 4, może 5 dni. Powiedzieli, że zobaczą, co da się ustalić. Tłumy ludzi także przed szpitalami, w których zbierane są dane o zaginionych. To ponad 3000 osób. Ilu ludzi było tu w ciągu ostatnich dni? Ponad 1500. Szpitalne kostnice są przepełnione. Służby wywieszają przed nimi fotografie odnalezionych ofiar. Te zdjęcia są straszne. Wśród nich są małe dzieci, które miały przed sobą całe życie. Przyczyną katastrofy było oderwanie się gigantycznego fragmentu lodowca, który doprowadził do gwałtownego podniesienia się poziomu wody w rzekach i powodzi błyskawicznej. Te zdjęcia pokazują jej skutki. Ludzie pragną tylko jednego: odnalezienia swoich bliskich - żywych lub zmarłych. Ale trudno odnaleźć nawet ciała, bo widać tu tylko błoto. Ratownicy poszukują m.in. ponad 900 pracowników elektrowni wodnych. Akcja jest ekstremalnie trudna, a ryzyko nadejścia kolejnego kataklizmu - wysokie. Największym zagrożeniem, z jakim mierzymy się w tej akcji ratunkowej, jest jezioro zaporowe na rzece w pobliżu przejścia granicznego. W nowo powstałym jeziorze zaporowym, które zaczęło już powoli wylewać, zgromadziło się około 2 mln metrów sześciennych wody. To tyle, ile może pomieścić 800 basenów olimpijskich. Operacje ratunkowe trwały do wczorajszego wieczora. Zostały wstrzymane dziś rano z powodu gwałtownego podniesienia się poziomu rzek. Katastrofa dotknęła dziesiątki tysięcy osób. Ci, którzy wracają do swoich domów, powtarzają jedno. Wszystko zostało zniszczone. Wszystko straciliśmy. Do Nepalu napływa pomoc humanitarna. Amerykanie przeznaczą na ten cel ponad 3,5 mln dolarów. Wielka Brytania - 5 mln funtów. Islandia powiedziała "nie" Unii Europejskiej. W przeprowadzonym referendum Islandczycy odrzucili rządową propozycję wznowienia negocjacji akcesyjnych ze Wspólnotą. Ten wynik oznacza, że temat integracji nie wróci na polityczną agendę co najmniej do końca kadencji parlamentu. Według mediów za decyzją Islandczyków stoją nie tylko obawy społeczne, ale przede wszystkim potężne wpływy tzw. rybackiej mafii. Referendum na Islandii wygrali przeciwnicy Unii, którzy oddali ponad 52% głosów. Za rozmowami z Brukselą było 47% Islandczyków. Ich argumenty dotyczące zwiększenia bezpieczeństwa i obniżenia kosztów życia na wyspie po wstąpieniu do Unii przegrały z obawami i wpływami rybaków. To oni są bowiem jedną z najbardziej uprzywilejowanych grup społecznych w kraju. Ok. 80% kwot połowowych na Islandii należy do zaledwie kilku rodzin. I to te "rybackie oligarchie" w obawie przed utratą uprzywilejowanej pozycji miały stać za kampanią przeciwko Unii. Choć, jak tłumaczył rząd w Reykjaviku, referendum nie dotyczyło przystąpienia do Wspólnoty, a negocjacji, w czasie których, jak sugerowano również w Brukseli, można było wyłączyć islandzkie rybołówstwo z traktatu z Unią. Nie twierdzę, że sytuacja może się nie zmienić w przyszłości, ale naszą obietnicą było zadanie pytania, uzyskaliśmy odpowiedź i uszanujemy ją. Będziemy kontynuować Porozumienie o Europejskim Obszarze Gospodarczym, ale nie będziemy kontynuować rozmów akcesyjnych. Decyzja Islandczyków to policzek dla Brukseli, która liczyła na to, że nowy, bogaty członek potwierdzi, że Unia to wciąż atrakcyjna perspektywa nie tylko dla biednych sąsiadów ze Wschodu. Ci, którzy w bogatym Reykjaviku zdają sobie sprawę z rosnących zagrożeń dla bezpieczeństwa wyspy, wciąż nie wykluczają, że kiedyś, może szybciej niż później, znów zapukają do europejskich drzwi. Jego polityczny talent objawił się już na pierwszym zjeździe Solidarności. Szybko zdobył popularność. Wprowadził wielkie reformy państwa. Był premierem i szefem Parlamentu Europejskiego. Jego życiorysem można obdzielić kilka osób. W TVP Info - premiera filmu o Jerzym Buzku. To opowieść o jednej z najważniejszych postaci polskiej polityki ostatnich dekad. Dzień przed obchodami sierpnia w Europejskim Centrum Solidarności wyjątkowy po nim przewodnik. Można się było zanurzyć w historii w towarzystwie Jerzego Buzka. Dzielił się swoimi wspomnieniami ze zwiedzającymi. Otrzymał także odznakę Solidarności i Praw Człowieka. Dedykował ją całej ekipie Solidarności, zaznaczając, że niczego nie zrobił sam. Nasza idea działania bez użycia przemocy wygrała. To niezwykłe zwycięstwo. Dzięki temu mieliśmy uznanie zarówno w Europie, jak i na świecie. Nie traćmy tego. Nie traćmy ducha. Właśnie te ideały stały się inspiracją dla reżysera filmu produkcji TVP. Premiera miała miejsce dwie godziny temu na antenie TVP INFO i w Europejskim Centrum Solidarności. Te wszystkie wartości zaczynają być kwestionowane. Zaczyna być kwestionowana sensowność przynależności Polski do UE. Zaczyna być kwestionowany dorobek ostatnich kilkudziesięciu lat. Dla mnie było szczególnie ważne opowiedzieć historię człowieka, ale też zebrać tę całą drogę, Drogę od '81 roku, gdy został przewodniczącym II tury zjazdu Solidarności. Ja pamiętam ten nastrój, jak kończyliśmy pierwszy zjazd po trzech tygodniach obrad. Jaka była ogromna radość, że mamy program, mamy władzę, mamy sposoby działania, mamy regulamin działania naszego związku. Zrobiliśmy gigantyczną robotę. Po wejście Polski do NATO i objęcie funkcji szefa Parlamentu Europejskiego. O czym kiedyś w moim kraju nie śmiałem nawet marzyć. Ja nawet miałem taki tytuł kiedyś, który chciałem podpowiedzieć reżyserowi na ten film Solidarność, Polska, Europa, ponieważ te wszystkie rzeczy łączą się w tym bardzo bogatym życiorysie. Krzysztof Luft był rzecznikiem rządu Jerzego Buzka na przełomie wieków, rządu z takimi ministrami jak Hanna Suchocka, Bronisław Komorowski, Leszek Balcerowicz, który wprowadził wielkie reformy, jak emerytalna, zdrowia, oświaty i samorządowa, jedne udane, inne mniej. Odwagą zmieniania Polski Jerzy Buzek przeszedł do historii. To był najodważniejszy rząd w dziejach III Rzeczpospolitej, który zaryzykował swoją przyszłość polityczną, formacji, które go tworzyły, żeby zmienić Polskę na lepsze. Tak Europa dziękowała Jerzemu Buzkowi jako przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego, gdy postanowił nie kandydować ponownie, a w maju tego roku - Europejskim Orderem Zasługi za działania na rzecz integracji europejskiej. Dziś dziękuje Gdańsk. Nie żyje Andrzej Wielowieyski. Polityk, żołnierz AK, prawnik, jeden z założycieli Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, działacz opozycji demokratycznej i kawaler Orderu Orła Białego. Był jednym z twórców wolnej Polski. Miał 98 lat. Andrzej Wielowieyski był negocjatorem porozumień gdańskich w 1980 r., szefem ekspertów "Solidarności", współorganizatorem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, uczestnikiem Okrągłego Stołu i jednym z organizatorów sztabu Solidarności w przełomowych wyborach 4 czerwca 1989 roku. W III RP zasiadał w Senacie oraz Parlamencie Europejskim, był związany z Unią Wolności i otrzymał liczne odznaczenia. Prezydent odmówił podpisania ustawy wprowadzającej państwowy e-dziennik. To cios w rodziców, uczniów i nauczycieli - przekonuje minister cyfryzacji. Według Karola Nawrockiego sama idea takiego pilotażu jest słuszna, ale ustawa naraża państwo na zbyt wysokie koszty i nie zabezpieczałaby danych przed wyciekiem. To weto lobbystyczne - odpowiada minister edukacji. To ostatnia prosta przed nowym rokiem szkolnym. Tymek zmienił szkołę na językową. Na swe barki weźmie nie tylko plecak, ale i nowe obowiązki. Lekcje, potem powrót ze szkoły do domu, potem będzie kilka godzin nauki i iść spać. Czuwać będą rodzice. W systemie będą mogli zobaczyć, co dzieje się z ich dzieckiem w szkole. Mogę sprawdzić obecność dziecka na zajęciach. Jeśli mam aplikację, to natychmiast dostaję powiadomienie, że np. dziecko na daną lekcję nie dotarło. A przede wszystkim jak poszła klasówka. Polskie szkoły korzystają z kilku komercyjnych elektronicznych dzienników. Rząd planował wprowadzić jeden, ale prezydent zawetował ustawę. Ustawa nie określa szczegółowych standardów dotyczących szyfrowania, danych, obowiązkowych audytów czy procedur reagowania na awarie i zagrożenia. Karol Nawrocki twierdzi, że dane uczniów mogłyby wyciec, podobnie jak informacje medyczne milionów Polaków, które jednak wydostały się z komercyjnych serwerów. Więc pan prezydent mówi, że dla bezpieczeństwa danych mają być na prywatnych serwisach, zadziałał na korzyść prywatnych firm. Wybrane szkoły miały testować e-dziennik już jesienią. Prezydent zapowiada, że ustawę podpiszę, jeśli rząd zastosuje się do jego wskazówek. Nie zgadzam się, aby rodzice, uczniowie, a przede wszystkim nauczyciele byli testowani przez nowy system. E-dziennik miał być bezpłatnym narzędziem. Obecnie za niektóre funkcje rodzice muszą płacić. Jak się chce mieć aktualne powiadomienia, aplikację w telefonie, to wtedy trzeba zapłacić. Zwykle to kilkadziesiąt złotych na rok szkolny. Karol Nawrocki nie chce, żeby rodzice mieli darmowe narzędzie. Chce, aby nadal płacili dużym koncernom. O weto do prezydenta apelowała oświatowa Solidarność. Zdaniem związkowców na etapie pilotażu e-dziennika nauczyciele musieliby uzupełniać obecny i nowy dziennik, a zmiany są wprowadzane za szybko. Nie byłoby tu dodatkowego wynagrodzenia, a pytaliśmy o to, apelowaliśmy o to, czy takie jest przewidywane. E-dziennik docelowo ma jednak przyspieszyć pracę. Wpisywane tam dane od razu trafiałyby do Systemu Informacji Oświatowej. Powiązanie tych systemów byłoby bardzo korzystne, bo odebrałoby część biurokratycznej pracy dyrektorom. Wprowadzenie e-dziennika miało kosztować 200 mln zł. To 45. weto prezydenta. Obecnie z elektronicznych dzienników korzysta 97% polskich szkół. Chcą być jak Beatlesi i stają się udręką londyńskich kierowców. A wszystkiemu winna słynna okładka płyty "Abbey Road" z 1969 roku. Widać na niej członków zespołu, którzy przechodzą przez ulicę. Fotografia, podobnie jak krążek, stała się kultowa. Nic więc dziwnego, że fani czwórki z Liverpoolu, którzy przyjeżdżają do Londynu, za punkt honoru stawiają sobie przejście przez słynne pasy. I tu zaczynają się problemy. Czterech mężczyzn, kilka kroków, jedno zdjęcie. I fenomen, który trwa już ponad pół wieku. W 1969 roku Beatlesi przeszli tędy przed obiektywem fotografa. Dziś dokładnie to samo próbują zrobić tysiące turystów. Tyle że Abbey Road nie jest muzeum. To normalna, ruchliwa londyńska ulica. To muzyka naszych ojców, część tradycji w naszym kraju. Kochamy Beatlesów. Dla turystów to spełnienie marzenia. Dla kierowców - często test cierpliwości. Bo zanim powstanie idealne zdjęcie, ktoś musi wejść na pasy, ustawić się, poprawić krok, czasem zrobić drugie ujęcie. A za plecami rośnie kolejka samochodów. Przepraszamy, że zatrzymaliśmy ruch, ale musimy mieć takie zdjęcie. Czasami cierpliwość jednak się kończy. Przebyliśmy 3000 mil, aż z Detroit w stanie Michigan, żeby tutaj przyjechać i przejść przez to słynne przejście. To dla nas naprawdę ekscytujące. I trudno się dziwić. Abbey Road Studios pozostaje jednym z najsłynniejszych miejsc w historii muzyki. A samo przejście stało się ikoną popkultury. Wspaniale jest widzieć ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj, żeby zobaczyć część naszego dziedzictwa. Ale mieszkańcy widzą też drugą stronę tej historii. Niektórzy turyści przychodzą już o 6.00 rano. Wtedy mam ochotę powiedzieć: "Proszę, przyjdźcie trochę później". Nie podoba mi się to. Jeżdżę tędy do pracy. Turyści zaczepiają mnie i proszą, żebym zrobiła im zdjęcie. Te pasy na jezdni to biznes. Np. dla taksówkarzy. Znacie takie słowo "zabawa"? Oni nikogo nie napadają, nie okradają turystów. Przychodzą tutaj, żeby się dobrze bawić. I być może dlatego tego sporu nie da się rozstrzygnąć. Jeśli jesteś fanem muzyki i pamiętasz te utwory, które wciąż są grane po tylu latach, to warto tutaj przyjechać. Choćby po to, żeby móc powiedzieć: "Byłem na Abbey Road". I może właśnie na tym polega fenomen Abbey Road. Miliony ludzi przyjeżdżają tu po zdjęcie czterech muzyków, którzy po prostu przeszli przez ulicę. A mieszkańcy marzą już tylko o tym, żeby wszyscy pozostali zrobili dokładnie to samo: przeszli i poszli dalej. Na koniec Krynica Morska i finał wakacyjnych obchodów 40-lecia Teleexpressu, najdłużej emitowanego programu informacyjnego w Polsce. Na specjalnej ławeczce jeden z prowadzących, Maciej Orłoś, spotkał się z mieszkańcami i turystami. Przyjechałyśmy tutaj specjalnie na Macieja Orłosia, występ tutaj Teleexpressu, 40-lecie. Składam podpisy na własnej twarzy. To nie jest komfortowe, może nietypowe, ale jak tu ktoś powiedział słusznie: w Teleexpressie wszystko jest możliwe. Zawsze jest humor w wiadomościach Teleexpressu. - Wygodnie się siedzi? - Wygodnie. Właśnie to chcieliśmy usłyszeć. - To jest wyjątkowa ławeczka, prawda? - Wyjątkowa! Maciej Orłoś jest wspaniały. I tak trzymać! Super. Dużo zdrówka. Bardzo Państwu dziękuję za wspólnie spędzony weekend. Za chwilę "Pytanie dnia". W studiu są już Aleksandra Pawlicka i jej gość - Barbara Nowacka, ministra edukacji narodowej. Przypominamy, że 19.30 można też oglądać na platformie TVP VOD. Spokojnego wieczoru. -- Dobry wieczór. Aleksandra Pawlicka, zapraszam na niedzielne "Pytanie Dnia", a dziś ze mną w studiu ministra edukacji narodowej Barbara Nowacka, wiceprzewodnicząca KO. -- Dzień dobry, dobry wieczór. -- Pani ministro, jakie są szanse na odrzucenie prezydenckiego weta w sprawie kryptowalut? Premier zapowiedział, że będzie trzecie podejście w rozpoczynającym się, na rozpoczynającym się posiedzeniu Sejmu. -- To jest test dla PiS-u i PiS-u, tego drugiego, Morawieckiego, na przyzwoitość, na uczciwość. Widzimy, że Morawiecki z Kaczyńskim biją się, a zdjęciami z panem Moskalem, które, jak wiadomo, na Ibizę pojechał spotykać się z panem Kralem, a potem robił poprawki jakby trochę można mieć wrażenie, że w pewnym sensie lobbystyczne, test na przyzwoitość. Są przyzwoici? Niech odrzucą weto prezydenta, niech wreszcie Polska ma ustawę chroniącą ludzi, którzy chcą inwestować w kryptowaluty. -- Ale próbujecie sondować środowiska, czy będziecie w stanie zebrać te 276 głosów, czy to taka będzie sztuka dla sztuki i właśnie tylko pokazanie, że prawica- -- A może- -- Teraz, jak słucham Morawieckiego, który mówi, że zawsze był przeciwko kryptowalutom Kaczyński, chciał zakazywać w ogóle kryptowalut, no to mają wielką okazję. My nie będziemy ich prosić, żeby byli przyzwoici. My im dajemy szansę. I niech z tej szansy wreszcie skorzystają. -- To zapytam o inne weto prezydenta, dotyczące e-dziennika, czyli coś już z pani działki. Na ile te zarzuty prezydenta są obciążające ten projekt, bo podtrzymuje je również szef Z. NP, pan Broniasz?