Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór. Zaczynamy specjalne wydanie "19:30". I choć witamy się z Państwem ze studia w Warszawie, to oczy całej Polski są zwrócone na Sztokholm, bo właśnie tam Biało-Czerwoni niebawem rozpoczną grę o wszystko. Na miejscu Monika Sawka i komplet przedmeczowych informacji. Witam z "Truskawkowej Areny", największego stadionu w Skandynawii. Tu nikt nie ma wątpliwości, że stawka spotkania ze Szwecją jest ogromna. To najważniejszy mecz od lat i wieczór, który może przejść do historii piłki nożnej. To być albo nie być dla polskiej reprezentacji na mundialu. Piłkarze, a razem z nimi tysiące kibiców tu i miliony przed telewizorami poczują smak zwycięstwa albo gorycz porażki. Drużyny są już na murawie i przygotowują się do tego pojedynku. Łączymy się z Michałem Niewodowskim. Jaką strategię na ten mecz ma trener Jan Urban, żeby postawić tę truskawkę na torcie? Strategia na mecz jest bardzo prosta. Strzelić jedną bramkę więcej niż Szwedzi i zameldować się w grupie F na Mistrzostwach Świata. Polski Związek Piłki Nożnej podał skład na dzisiejsze spotkanie. Są zmiany. W obronie zagra Wiśniewski. W miejsce Kędziory. On ma zatrzymać snajpera Szwedów, który się rozszalał po dwuletniej przerwie. Wiśniewski ma sobie z nim poradzić. Dalej Matty Cash i Nicola Zalewski, który wraca po kartkach. Mają pomagać w linii ataku, w której zobaczymy Roberta Lewandowskiego, który będzie odpowiedzialny za zdobywanie bramek. Wsparciem będzie Świderski oraz Kamiński. Oskar Pietuszewski zaczyna mecz na ławce. On będzie w roli jokera. On może być tym stemplem, którym przypieczętujemy awans na Mistrzostwa Świata. Trener mówił, że ma plan. To nie będzie prosty spacerek. W kadrze spokój i pełne skupienie. Ja mam plan na to, taką bym dał panu odpowiedź: niech strzelają tylko oni w meczu i Robert - o jedną bramkę więcej. Nadzieje są ogromne, bo od pamiętnego Euro we Francji Polacy meldują się na każdej wielkiej piłkarskiej imprezie. Jesteśmy w dobrym momencie i każdy z nas to czuje. Nic, tylko pokazać te umiejętności, a na pewno ten mecz wygramy. Po stronie naszej kadry stoi doświadczenie takich zawodników jak Lewandowski czy Zieliński. To oni dali zwycięstwo z Albanią. Szwedzcy dziennikarze boją się zwłaszcza Lewandowskiego. Jego nazwisko padało praktycznie w każdym pytaniu na przedmeczowej konferencji. Oni widzą jednego zawodnika, na którym powinni się koncentrować. A jeśli skupią się na Lewandowskim, to mamy kilka elementów naszej układanki, które jesteśmy w stanie wykorzystać. Bo w kadrze nie brakuje młodych kreatywnych zawodników, którzy nie boją się wziąć na siebie ciężaru gry i potrafią ograć przeciwników. Szybkość, waleczność, a więc tacy zawodnicy jak Nicola Zalewski, Oskar Pietuszewski, Jakub Kamiński, to może być sposobem na Szwedów. Trener Urban ma do dyspozycji cały powołany zespół. Po meczu z Albanią nikt nie ma problemu z kontuzjami ani kartkami. Możemy się spodziewać bardzo dobrej gry, bo mamy zawodników w formie. Zawodników, którzy przechylili szalę na naszą korzyść w meczu z Albanią. Ale ten komfort nie może uśpić czujności trenera i zawodników. Musimy być blisko siebie. Musimy dobrze bronić. Bo mam wrażenie, że to będzie mecz do sytuacji: kto pierwszy strzeli, ten mecz rozstrzyga. Tak jak zresztą Szwedzi zagrali z Ukrainą. Dlatego Polacy muszą uważać. Ale to nie znaczy, że mają zamurować swoje pole karne. Odwaga, ale taka rozważna odwaga, koncentracja. To jest niby słowo klucz, ale utrzymać koncentrację przez 90, a może 120 minut, popełnić o jeden błąd mniej, a te się zdarzają w futbolu. Bo futbol to gra błędów, ale odkąd reprezentację przejął Jan Urban, skutecznie je eliminuje. Jak na razie jego kadra jest niepokonana. Biało-Czerwoni w 7 meczach wygrywali 5 razy i 2 razy remisowali. Jeśli zakwalifikujemy się na mistrzostwa świata, to nie pojedziemy tam po złote medale, więc to dla nas taki mały finał mistrzostw świata. A jak wiadomo, finałów się nie gra, finały się wygrywa. Liczymy na to, że dobra passa trenera Urbana dziś się nie skończy. Biało-Czerwoni ze Szwecją grali 28 razy. Historia nie jest dla Polaków łaskawa. Wygrali 9 meczów, aż 15 przegrali. Od dziesięcioleci polscy piłkarze nie są w stanie wygrać na tym terenie. Ostatnio triumfowali tu ponad 95 lat temu. Na dodatek Szwedzi w 3 ostatnich spotkaniach u siebie zaprezentowali się rewelacyjnie, pokonując Ukrainę 3:1. My pamiętamy Chorzów i baraż przed ostatnim mundialem. Byliśmy górą 2:0. I teraz wszyscy marzą, by ta historia się powtórzyła. Łączymy się z Bartoszem Filipowiczem. Jakie nastroje wśród kibiców? Czy wierzą, że Biało-Czerwonym uda się zdjąć klątwę nieprzyjaznej ziemi? Zdecydowanie wierzą w to polscy kibice, którzy tutaj zaznaczają swoją obecność. Coraz więcej zmierza ich na ten stadion. Na trybunach nie zabraknie polskiej flagi, polskich szalików oraz dopingu. To będzie duże wsparcie dla Biało-Czerwonych. Nikt nie ma wątpliwości, z jak trudnym rywalem przychodzi się zmierzyć Polakom. Jak mówią eksperci, Szwecja dostała wiatru w żagle po ostatnim zwycięstwie. Dodatkowo nowy selekcjoner po miesiącach kryzysu chce wyprowadzić kadrę na prostą. Zwieńczeniem tej pracy miałby być wymarzony awans na mundial. O tym polscy kibice nawet nie chcą słyszeć. Dziś dla Polaków liczy się tylko zwycięstwo. Wielkie nadzieje i gorące serca kibiców. To emocje w Sztokholmie przed meczem Szwecja - Polska. Musimy wygrać. Nie wszyscy musieli pokonać tysiące kilometrów, by dotrzeć do stolicy Szwecji, bo Polonia w tym kraju liczy niemal 100 tys. osób. Bartłomiej i Marcin założyli w Sztokholmie polonijny piłkarski klub. Nie mogą doczekać się meczu. Mam go już w głowie od piątku. Jestem w Szwecji 24 lata. Polska reprezentacja była tutaj tylko raz za moich czasów, tak że jest to dla mnie pierwsza taka okazja. Idziemy kibicować. To bardzo ważny mecz. Czekamy na dobry wynik. Kadrze Jana Urbana przyszło rywalizować z trudnym przeciwnikiem. Wielu ekspertów wskazuje Szwecję jako faworyta spotkania. Mimo kontuzji kilku kluczowych zawodników i mimo kryzysu, z którego dopiero wychodzi reprezentacja. Nowy selekcjoner ma pomóc w awansie. Musimy zrozumieć, że jesteśmy drużyną, potrzebujemy zagrać zespołowo. To nasza największa siła. Przed meczem obaj selekcjonerzy tonują nastroje. W tym momencie potencjał obu drużyn jest bardzo wyrównany. Patrząc na to, ile punktów w kwalifikacjach zdobyły obie drużyny, ciężko wskazać faworyta. W półfinałach baraży Szwecja pokonała Ukrainę 3:1. A hat-tricka zdobyła gwiazda zespołu Viktor Gyokeres, tajna broń na mecz z Polską. Pozwala reszcie drużyny grać defensywnie, potrafi być jednoosobowym atakiem drużyny, a po meczu z Ukrainą jest zagrożeniem dla każdego przeciwnika. Zatrzymanie Gyokeresa może być kluczowe, ale Polacy muszą uważać też np. na rzuty wolne. Stałe fragmenty gry. Szwecja bardzo dużo to trenuje. Myślę, że to będzie mecz dość zacięty. Myślę, że to zawsze jest ważne, jaka jest atmosfera w drużynie. Na pewno Potter przywrócił te drużynę. Oni na pewno dostali skrzydeł po zwycięstwie nad Ukrainą. Ale i w Szwecji znają i doceniają siłę polskiej reprezentacji. To, co robi Lewandowski od lat, jest imponujące. Cały czas strzela ważne gole. A jeśli za nim wystawisz jeszcze Zielińskiego, to jest to naprawdę groźne dla nas. Szwedzi mają też dodatkową motywację. 4 lata temu w finale baraży do mundialu to my byliśmy górą. A wyjście z kryzysu to mentalny sukces - słyszymy. Nie możesz zabić kogoś, kto nie żyje, a Szwecja była już martwa. Teraz powstała i wróciła do swojej drugiej ostatniej szansy. Bilans meczów ze Szwecją na jej terenie jest dla Polski fatalny. Ostatni raz wygraliśmy tu w 1930 roku. Historia niech zostanie historią. My piszemy tutaj swoją przyszłość. Mamy swoje marzenia. Nowa historia niech rozpocznie się dziś. Polska jest wśród krajów, które wciąż walczą o udział w mundialu. Bilet ma już Iran, zaatakowany przez gospodarza - USA. Po fali spekulacji, niepewności i zakulisowych gier ostatecznie zapadła decyzja o wzięciu udziału przez Irańczyków w mistrzostwach zgodnie z pierwotnym planem. Ale wiele może jeszcze się wydarzyć. Amerykanie nie mają też ostatnio najlepszych kontaktów z dwoma pozostałymi gospodarzami rozgrywek - Kanadą i Meksykiem. O splocie sportu z polityką. Do pierwszego gwizdka na mistrzostwach świata w USA, Kanadzie i Meksyku zostały jeszcze 72 dni. Ale choć piłka powinna łączyć, coraz częściej dzieli. Piłkarska reprezentacja Iranu jest mile widziana na mistrzostwach świata, - jeszcze niedawno ostrzegał prezydent Donald Trump. To jest błąd. Taka publiczna manifestacja stosunku do drużyny irańskiej. Myślę, że odbije to się czkawką, jeśli Irańczycy nie pojadą. Dziś już wiadomo, że pozostający z USA w stanie wojny Iran najpewniej zagra na mundialu. Ale trudno uwierzyć, że obejdzie się bez zgrzytów. W 1/8 finału jest całkiem realny scenariusz, ze Iran może spotkać się z USA. W obecnej sytuacji trudno wyobrazić sobie, by ten mecz mógł się odbyć w tej sportowej otoczce, a nie z politycznymi akcentami. Bo wielkie imprezy sportowe, jak wyjaśniają eksperci, to zawsze okazja do robienia wielkiej polityki. To jest taki wielki wydatek, organizacja igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata, że trudno spodziewać się, że organizator czy państwo goszczące nie będzie chciało jakichś korzyści w związku z tym. Napięcia wywołane wojną w Zatoce Perskiej to nie jedyne, które będą towarzyszyć temu mundialowi. Jeszcze do niedawna Trump przekonywał, że Kanada powinna zostać częścią USA. I groził sąsiadowi wojną celną. Chciałbym, żeby Kanada stała się naszym 51. stanem. Po rozmowie z Justinem Trudeau udało się zawiesić cła na 30 dni. Kłopoty ma też trzeci gospodarz - Meksyk. Po zabójstwie jednego z narkotykowych baronów w lutym pomiędzy kartelami a państwem wybuchła regularna wojna. Sytuację musiał uspokajać szef FIFA, Gianni Infantino. Jesteśmy w kontakcie z prezydentem, z władzami. Jesteśmy przekonani, że wszystko pójdzie bardzo dobrze: baraże, a potem mistrzostwa świata. W to samo chcą wierzyć kibice i sportowcy. Jak choćby kanadyjsko-polski piłkarz, obrońca Arki Gdynia Dominick Zator. Takie wielkie wydarzenie jak mistrzostwa świata w piłce nożnej łączy ludzi. Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie naprawdę zbliżyły do siebie ludzi. Wierzę, że te mistrzostwa świata zrobią to samo, łącząc te trzy kraje, które starają się zorganizować wspaniałą imprezę. Kibice mają dużo samodzielności i nie zawsze muszą podążać za politykami. Jako grupa są to ludzie, którzy mają swoje własne rozumy i niekoniecznie będą nadążać za narracją państwową. O ile tłumnie dotrą na mundial. Jak skarżą się hotelarze, kibice masowo anulują rezerwacje pokoi hotelowych w USA. Powodem - rosnące ceny i obawa przed zagrożeniem terrorystycznym po ataku USA i Izraela na Iran. Do Sztokholmu jeszcze wrócimy, a teraz zmieniamy temat. Po rekordowych wartościach na pylonach i reakcji rządu od dziś tankujemy taniej. Pewna jest górna granica cen benzyny i oleju napędowego, wskazanie maksymalne codziennie ogłasza minister energii. Od dziś obowiązuje także ośmioprocentowy VAT. Co to oznacza dla portfela kierowcy? Efekt taki, jak miał być. Natychmiastowa ulga w portfelu. Ciężko było przy takich cenach, jakie były, niestety. Mogło być więcej, ale dobre i to. Czekałam dwa dni, żeby zatankować. Rząd codziennie będzie ogłaszał ceny maksymalne paliw, wyliczone na podstawie cen rynkowych. Mogą trochę rosnąć, trochę spadać. W zależności od sytuacji na rynkach światowych. Ale na czas obowiązywania pakietu CPN będą najniższe z możliwych. W pierwszym dniu mechanizmu wyglądały tak. Jutro będą kilka groszy wyższe. Rząd wpłynął na cenę, odejmując z niej część podatków - VAT i akcyzy. Jeżeli na rynku będziemy notować w dalszym ciągu wzrosty cen ropy naftowej, paliw na rynku ARA, to będą rosły także ceny w kraju. Z tym że będą rosły od tego niższego poziomu dzięki temu, że mamy obniżone podatki. Kierowcy na zatankowaniu 50-litrowego baku zaoszczędzili dziś około 60 zł. Ale nie przedsiębiorcy, którzy płacą za paliwo cenę netto. Traci też budżet państwa. 1,6 milionów w skali miesiąca. Osoby nieposiadające samochodów dzisiaj składają się na tańsze paliwo dla osób posiadających samochody. To jest niemądre i niesprawiedliwe społecznie. Konieczne - tłumaczy szef rządu. Skoro działamy w warunkach wojennych, to musimy przyjąć pewne zasady, które są nadzwyczajne. To jest regulacja nadzwyczajna, która ma na celu ochronę ludności, obywateli. W Polsce ceny paliw są teraz jednymi z najniższych w Europie. W Niemczech droższe są i benzyna, i olej napędowy. Wczoraj było 2,30. Prawie 80 centów za litrze. To naprawdę daje się odczuć. Na razie zakupy paliwa przez sąsiadów nie są znaczące i rząd nie zamierza wprowadzać ograniczeń dla cudzoziemców. Monitoruje sytuację. Końca wojny w Zatoce Perskiej nie widać. Realna, trwała obniżka cen ropy nastąpi tylko wtedy, gdy ruszą transporty przez blokowaną obecnie cieśninę Ormuz. Tu decyzja leży w rękach amerykańskiego prezydenta. Sondaże mu dramatycznie spadają, indeksy giełdowe spadają bez przerwy. On tego po prostu nie wytrzyma. Pytanie, ile wytrzyma polski budżet. Ustawa funkcjonuję do końca czerwca. Przyjęliśmy margines czasowy kilku tygodni, jeżeli chodzi o rozwiązanie podatkowe, ale zawsze mogą być przedłużone. Analitycy w Stanach obawiają się, że jeśli konflikt będzie się przedłużał, za dwa, trzy miesiące cena baryłki, czyli 159 litrów ropy, może się podwoić i przekroczyć 200 dolarów. Kolejne prawne kłopoty byłych ministrów PiS-u. Jest wniosek o uchylenie immunitetu europosła Mariusza Kamińskiego. Chodzi o jego działalność jako szefa CBA. Z kolei prokurator krajowy pozywa Zbigniewa Ziobrę. Dariusz Korneluk podczas wczorajszej rozmowy w "Pytaniu dnia" na antenie TVP Info poinformował, że złożył do sądu prywatny akt oskarżenia w sprawie zniesławienia. Tu - na Węgrzech - zaczyna się i kończy odwaga Zbigniewa Ziobry. Ale prokurator krajowy mówi dość. Powinien ponieść odpowiedzialność karną. I na antenie TVP w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz ujawnia, że pozwał Ziobrę za tę wypowiedź. Na miejsce legalnego prokuratora krajowego dać swojego partyjnego działacza tak naprawdę. Prokurator krajowy domaga się dla Zbigniewa Ziobry m.in. roku więzienia w zawieszeniu. To chodzi o dobre imię nie tylko prokuratora krajowego Dariusza Korneluka, ale dobre imię szeregu innych prokuratorów, których pan minister Ziobro bardzo często obraża. Zbigniew Ziobro jednak się nie zatrzymuje. Nazywanie prokuratora Korneluka partyjnym działaczem to nadmierna kurtuazja. W rzeczywistości jest on bowiem pełnoprawnym członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. To Ziobro w internecie, a to Ziobro w świecie. Były minister sprawiedliwości wciąż ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości pod parasolem ochronnym Viktora Orbana. Mam nadzieję, że poza deklaracjami werbalnymi pan minister przejdzie do czynów i pojawi się przed sądem, wtedy wymienimy argumenty. Politycy mają mniej wiary. Zbigniew Ziobro jest zaprzeczeniem odwagi. Ich zdaniem Ziobro wróci do Polski dopiero wtedy, gdy straci "węgierski" immunitet. Tu wiele zależy od tego, jak potoczą się wybory na Węgrzech. Werdykt już za dwa tygodnie. Tymczasem PiS, pytany o znieważenie Korneluka przez Ziobrę, wraca do swojej dawnej narracji. To nie jest prokurator krajowy. Kto w takim razie ich zdaniem jest prokuratorem krajowym? Pan prokurator Barski. Ale tu pojawiają się komplikacje. Dlaczego w takim razie Dariusz Barski bierze wynagrodzenie prokuratura w stanie spoczynku? Nie wiem. Może z jakichś powodów proceduralnych ktoś mu wyznaczył takie wynagrodzenie. Nikt nikogo do pobrania takiego wynagrodzenia nie zmusza - słyszymy od rządzących. Jeżeli ma takie silne przekonanie, że dalej jest prokuratorem krajowym, to niech po prostu odsyła wynagrodzenie, które odbiera za to, że jest na prokuratorskiej emeryturze. Tu mowa o niemałych pieniądzach. Pan Barski pobiera nie 75% uposażenia, tylko 100% uposażenia, ale jako prokurator w stanie spoczynku, bo ustawodawca wiele lat temu wynagrodził niektórych prokuratorów w 2010 roku. I tu zaskoczenie. Fakty w tej sprawie nie przeszkadzają prezydentowi, by Dariusza Barskiego - świadka na ślubie Zbigniewa Ziobry - tytułować mianem prokuratora krajowego. To jest fałsz, obłuda i cynizm. Zdaniem rządzących wszystko w jednym celu: by blokować rozliczenia pisowskiej władzy. Ale prokuratura się nie poddaje. Dziś do Parlamentu Europejskiego trafił wniosek o uchylenie immunitetu europosła Mariusza Kamińskiego. tutaj jest sprawa uprawdopodobniona, ale o tym, czy ktoś jest przestępcą, czy nie, decyduje sąd. Prokuratura Kamińskiemu zarzuca przekroczenie uprawnień, m.in. w sprawie tzw. willi Kwaśniewskich. Czy USA chcą polskiej pomocy na Bliskim Wschodzie? Według ustaleń dziennikarzy "Rzeczpospolitej" z Waszyngtonu miała paść sugestia, by w rejon konfliktu przerzucić jedną z naszych baterii systemu Patriot, a także pociski. Rządzący zaprzeczają doniesieniom i dodają, że to baterie, które bronią polskiego i natowskiego nieba i nic się w tej kwestii nie zmienia. A czy w relacjach z kluczowych sojusznikiem także bez zmian? Nie raz dowiodły swojej skuteczności. Są w stanie niszczyć samoloty czy pociski przeciwnika nawet z odległości 100 km. Tak wygląda siła amerykańskich baterii Patriot służących naszym żołnierzom. Ten sprzęt, według nieoficjalnych informacji dziennikarzy "Rzeczpospolitej", Waszyngton chciałby widzieć na Bliskim Wschodzie. Amerykańscy dyplomaci mieli prosić Warszawę o pomoc i użyczenie Patriotów w konflikcie z Iranem. Rząd stanowczo zareagował na te doniesienia. Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać. Polskie Patrioty zostają w Polsce. Mają swoje zadanie w kraju. To obrona Polski i wschodniej flanki NATO. W tym momencie Polska ma do dyspozycji dwie baterie Patriot w jednostce pod Sochaczewem na Mazowszu. Kolejnych sześć zamówionych przez nas w USA ma trafić nad Wisłę w ciągu najbliższych 3 lat. Czekamy na to z nadzieją, że USA przyśpieszą dostarczenie pozostałych sześciu, i to z radarami, które pozwolą prowadzić obserwację okrężną. Ale tu zaczynają się schody, bo okazuje się, że konflikt z Iranem może opóźnić dostawy uzbrojenia zza oceanu, i to nie tylko systemów Patriot. Mamy tak podpisane umowy, że nie ma żadnych kar umownych. Możemy czekać, kiedy Amerykanie łaskawie to wszystko dostarczą. I choć Agencja Uzbrojenia Wojskowego uspokaja... Żadnych oficjalnych informacji dotyczących opóźnień związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie nie otrzymaliśmy. ...to twarde dane dotyczące dynamiki tej wojny i możliwości produkcyjnych USA nie są optymistyczne. Amerykanie są w stanie produkować ich około 800 rocznie, tymczasem w ciągu pierwszych 14 dni wojny na Bliskim Wschodzie Amerykanie i sojusznicy wystrzelili 1500 rakiet Patriot. Rząd deklaruje, że robi wszystko na gruncie dyplomatycznym, by zamówione ze Stanów elementy uzbrojenia dotarły do Polski na czas. Pokazuje, jak ważnym i fundamentalnym projektem jest SAFE, wzmocnienia europejskiego, w tym szczególnie polskiego przemysłu obronnego I Polska to realizuje mimo prezydenckiego weta pod ustawą dotyczącą pożyczki SAFE. Polska Grupa Zbrojeniowa nawet w tym tygodniu podpisuje kolejne umowy, które w przyszłości pozwolą w kwestii uzbrojenia zachować jak największą niezależność. Symbol rosyjskiego bestialstwa i cierpienia, które mimo upływu czasu wciąż trwa. Dziś 4. rocznica wyzwolenia Buczy, którą Rosjanie zajęli na początku pełnoskalowej agresji na Ukrainę. W podkijowskim mieście dochodziło do rozstrzeliwania i torturowania cywilów, a zdjęcia z leżącymi na ulicach ofiarami obiegły świat. Ukraina niepodległa, suwerenna, z nienaruszalnymi granicami - to wspólna deklaracja ministrów spraw zagranicznych z 26 na 27 państw UE. Pod dokumentem sporządzonym z okazji 4. rocznicy wyzwolenia Buczy nie podpisały się jedynie Węgry. Dlatego dziwię się bardzo, że znajdują się w Polsce politycy, którzy takie praktyki i takich polityków wspierają. Rosjanie przez 33 dni okupowali Buczę i kilka innych miast pod Kijowem. Dopuszczali się tam masowych morderstw, a snajperzy strzelali do ludzi. Kilkuset zabitych złożono w masowych grobach. Według późniejszych ustaleń zbrodni wojennych, w tym morderstw, tortur i gwałtów, dopuszczali się w szczególności żołnierze rosyjskiej 64. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych. Przestępców do dziś nie ukarano, a Moskwa zaprzecza zbrodniom, twierdząc, że Bucza to element ukraińskiej propagandy. Przez wiele lat Rosjanie kłamali, że nie było Katynia, przez wiele lat mówili, że to nie była ich zbrodnia. Dokładnie to samo dzieje się z Buczą. Wymazują to ze swojej pamięci, chcą powiedzieć, że to nie oni, że to przypadek. Są na to świadkowie, zdjęcia - nie ukryją tej zbrodni. W obwodzie kijowskim w pierwszym miesiącu wojny Rosjanie zamordowali 1022 osoby. Mieli przygotowane listy ludzi przeznaczonych do likwidacji, a mieszkańcom kazali nosić białe opaski na ramionach. Śledztwo w sprawie rosyjskich przestępstw sprzed 4 lat prowadzi ONZ. Mirella chce zostać w domu, ale o jej losie zdecyduje sąd. W Chorzowie rozpoczęło się postępowanie o przymusowe umieszczenie w domu pomocy społecznej 43-latki ze Świętochłowic, która przez 27 lat nie opuszczała mieszkania swoich rodziców. Toczące się za zamkniętymi drzwiami śledztwo ma wyjaśnić, czy doszło do pozbawienia wolności i znęcania się nad kobietą. W towarzystwie ojca Mirella weszła na salę rozpraw. Pani Mirello, jak się pani dzisiaj czuje? Ze względu na dobro Mirelli nie możemy pokazywać jej twarzy. Sąd jej sprawę rozpatruje za zamkniętymi drzwiami. Świat usłyszał o niej w lipcu. Kiedy wyszła z mieszkania po 27 latach życia w zamknięciu. Sąsiedzi wezwali policję, bo słyszeli awantury. Dzięki temu policjantowi informacja o tej kobiecie, o sytuacji życiowej tej kobiety i to postępowanie prokuratorskie, które się toczy, mogły się zadziać. Schorowaną Mirellę, z ranami na nogach, ubraną w podomkę, wyprowadzono z mieszkania. To był szok - nie tylko dla niej, ale i dla sąsiadów. Cały czas rodzice utrzymywali, że Mirelli nie ma, dlatego że była adoptowana i musieli ją oddać do biologicznych rodziców. 43-letnia dziś Mirella nie miała dowodu osobistego ani ubezpieczenia zdrowotnego. Nie miała kontaktu ze światem. Mówi, że nie działa jej się krzywda, że mogła wychodzić z domu. Ale nie chciała. Gdy w końcu wyszła, trafiła na dwa miesiące do szpitala. Potem wróciła do rodziców. Każda próba kontaktu kończyła się wyzwiskami ze strony matki, rodziców w ogóle, więc nie miałyśmy możliwości przedostania się do Mirelli. Jeżeli zostanie w tym domu, to ona nigdy nie wróci do normalności. Rodzice nikogo nie wpuszczali. Dlatego złożono wniosek o umieszczenie Mirelli w Domu Pomocy Społecznej. Od tego czasu sytuacja się zmieniła. Bardzo powoli, ale pani Mirella zaczyna wychodzić na zewnątrz w towarzystwie pracowników OPS, powoli ten proces socjalizacji ma miejsce. Powoli - tak właśnie będzie wyglądał powrót Mirelli do życia. Poziom upośledzenia emocjonalnego i społecznego może być tak wysoki, że być może powrót do pełnej samodzielności nigdy nie będzie możliwy. Decyzja, gdzie do normalności będzie wracać Mirella, zapadnie dopiero po przesłuchaniu jej samej, świadków i biegłego. I już teraz zgodnie z obietnicą wracamy na stadion w Sztokholmie, gdzie na pierwszy gwizdek wśród tysięcy kibiców czeka Monika Sawka. Mecz rozpocznie się za niespełna godzinę. Przy otwartym na prośbę piłkarzy dachu i błyszczących całą mocą jupiterach drużyny za chwilę stoczą historyczny pojedynek. Emocje są ogromne i słychać to tu wyraźnie. Na stadionie komplet - 50 tys. kibiców, w tym 2000 z Polski. I oczywiście miliony przed telewizorami. Za Biało-Czerwonych mocno trzymamy kciuki. Transmisja z tego meczu oczywiście w TVP1. Bardzo państwu dziękuję za uwagę w imieniu swoim i Joanny Dunikowskiej-Paź. Dobrego wieczoru. Oby był szczęśliwy dla piłkarzy i kibiców.