3 dni, 62 umowy, 120 mld zł dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Rządzący ostro o narracji PiS. Trąba powietrzna na Opolszczyźnie. Żywioł pozrywał dachy, trwa walka z czasem. Paryż w ogniu - zamieszki po finale Ligii Mistrzów. Niemal 800 zatrzymanych. Monika Sawka, dobry wieczór. Na początek: wielkie zakupy za wielkie pieniądze. W ciągu trzech dni Polska podpisała ponad 60 umów o niebotycznej wartości 120 mld zł. Politycy PiS wydatki kwestionują i straszą Niemcami. Pieniądze trafią do polskich firm zbrojeniowych - podkreślają rządzący. I tłumaczą, że to inwestycja w bezpieczeństwo. Ta skala robi ogromne wrażenie, bo za każdym z tych podpisów stoją miliardy na modernizację polskiej armii. Zaledwie w ciągu trzech dni, podpisano 62 umowy na łączną kwotę 120 mld zł. Program SAFE jest polską racją stanu. Te słowa padły w miejscu szczególnym. W Hucie Stalowa Wola. Tylko tu z programu SAFE trafi 60 mld zł. Brzmi abstrakcyjnie? To spróbujmy inaczej. Gdyby codziennie wydawać milion złotych, wydanie tej kwoty zajęłoby 164 lata. To więcej niż czas, jaki upłynął od wybuchu Powstania Listopadowego. Czegoś takie nie było i to właśnie tu minister obrony postanowił się rozliczyć z taką pisowską narracją. Niemiecka pożyczka na niemiecki sprzęt. Krab to jest niemiecki produkt? Baobab to jest niemiecki produkt? Borsuk? Niemiecki produkt? Czy Rosomak? Który to jest niemiecki produkt? Powiedzcie mi. Który to jest niemiecki produkt? Politycy PiS-u i Konfederacji, z którymi rozmawialiśmy, nie potrafili wskazać, ile polskich środków faktycznie trafiło na zakup rzekomo niemieckiego sprzętu. Gdzie te pieniądze dla Niemców? Sporo będzie w nich zaszyte. Gdzie są ci mityczni Niemcy? To zobaczymy. Na razie ich nie widać. Nie ma niemieckich? Tu wszędzie słyszę, że to niemieckie. To jest narracja PiS-u i Nawrockiego, która się posypała jak domek z kart. Te sugestie posłanki PiS-u też nie przetrwały próby czasu. Co z tym złomem zrobimy? To jest złom? Tak powiedziała o waszej pracy. Wstyd. Proszę przyjechać i przeprosić. Dodajmy, że Teresa Pamuła jest z Podkarpacia, ale to nic. Stalowa Wola nie potrzebuje żadnej łaski. To prezydent Stalowej Woli z PiS-u. Też był krytyczny wobec programu SAFE. Jak możemy zaciągania zobowiązania, które jednocześnie będą budowały zagrożenie dla naszej suwerenności. To kompletnie niezrozumiała postawa, bo na SAFE skorzystają też pracownicy Huty, czyli tutejsi mieszkańcy - słyszymy od rządzących. To są zakupy zaprojektowane przez polską armię, w polskich zakładach zbrojeniowych. Ale opozycja nie odpuszcza. Oprocentowanie się zmieniło. Odnośnie tej pożyczki z programu SAFE. Z 3,17 na 3,32. Ale to i tak jest daleko do tych 6 Mariusza Błaszczaka w Korei. Wtedy PiS ogłaszało swój sukces. Czy była jakaś debata o tym w parlamencie? Czy był jakikolwiek prezydent się miał prawo wtedy wypowiedzieć? Nic takiego nie było. Teraz prezydent nie tylko zawetował ustawę wdrażającą program SAFE, ale też groził. Wszelkie próby zagranicznego zadłużania naszego kraju spotkają się z odpowiedzialnością zarówno polityczną jak i prawną. Grozili też politycy PiS-u. Staną przed sądem. 6 miesięcy trudnej pracy. Córeczko, wiem, że nie było mnie w domu w dzień matki. Nie wybaczę tym, przez których czytasz i boisz się, że mama pójdzie do więzienia. Do żadnego więzienia nie idę. Buduję silną i bezpieczną Polskę. Ja jestem polskim ministrem obrony narodowej. Mnie się przestraszyć i zastraszyć nie da. Powiem więcej. Mówią do mnie: będziesz siedział. Dziś w oślej siedzi prezydent Nawrocki, PiS i Konfederacja. Bo to oni powiedzieli głośne "nie" przeciwko unijnym miliardom na zbrojenia. Pogodowy armagedon na południu Polski. Powalone drzewa, uszkodzone budynki i nieprzejezdne drogi - to efekt nawałnicy, która przeszła przez Śląsk i Opolszczyznę. W powiecie strzeleckim pojawiła się nawet trąba powietrzna. Strażacy musieli interweniować kilkadziesiąt razy. Nikt nie został ranny, ale szkody będą usuwane przez kilka dni albo nawet tygodni. To tu, w Balcarzowicach na Opolszczyźnie, nawałnica uderzyła najdotkliwiej. Skutki jak po tornadzie - mówią mieszkańcy. Tornado trwało ile, pięć minut? Była stodoła, nie ma stodoły. Był dach, nie ma dachu. Jak widać. Żadnych ostrzeżeń nie było, żadnych alertów. To był moment, czarno się zrobiło, ściana wiatru. Przy tej skali zniszczeń można mówić o ogromnym szczęściu, że nikt nie został ranny. Trąba powietrzna wręcz wbijała dachówki ze zrywanych dachów w inne budynki. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał, czyli mówimy tutaj tylko i wyłącznie o stratach materialnych. A są ogromne, trwa ich szacowanie. Potężna wichura uszkodziła 18 budynków, w tym 11 mieszkalnych. Czekamy na inspektora budowlanego i najprawdopodobniej nie będziemy mogli wejść, bo domy są do rozbiórki. Z tego co wiem, sąsiada już na pewno, a my czekamy na decyzję. Nadzór budowlany ocenił, że dwa domy nie nadają się do zamieszkania. Będziemy kwalifikowali, czy do rozbiórki, czy ewentualnie do remontu. Ci, którzy stracili dach nad głową, mogli od razu liczyć na pomoc krewnych i sąsiadów. Powołano też sztab kryzysowy. Ludzie otworzyli ogromne serca i tutaj rzeczywiście ta pomoc od razu nadeszła. My jesteśmy małą gminą, wszyscy się tutaj znamy. Niektóre budynki, głównie gospodarcze, wiatr składał jak domki z kart. Dwa zrównał z ziemią. Zrywał linie energetyczne i przewracał drzewa. Trwa wielkie sprzątanie. To wszystko szło z tej strony i tutaj właśnie te dachówki wbijały się tutaj do domu, nie? Dach jest uszkodzony. Okna są powybijane, na garażu nie ma dachu, na szopce nie ma dachu. Poszkodowani dostaną zasiłki. Te pierwsze, drobne kwoty po 8000 zł tych zasiłków wynikających z tych sytuacji kryzysowych dla mieszkańców będzie już natychmiast do wypłaty. Kwoty do 200 tys. będą wypłacane po oszacowaniu strat. Zabezpieczamy tutaj dobytek i mienie mieszkańców, żeby mogli się skupić na odbudowie i usuwaniu zniszczeń. Mieszkańcy Balcarzowic nie pierwszy raz będą odbudowywać domy po takim kataklizmie. Trąba powietrzna przeszła przez wieś także 18 lat temu. Już raz uratowaliśmy Balcarzowice 18 lat temu i mam nadzieję, że ponownie teraz to zrobimy. Część mieszkańców mówi, że nie dostała SMS-owego alertu o burzy. Sprawę wyjaśnia wojewoda opolska. Pogoda spowodowała szkody także w województwie śląskim. Przez południe kraju przetacza się burzowy front atmosferyczny. Kolejna noc też może być niespokojna. Na południowym zachodzie i południu nadal będą występować silne opady deszczu, burze, porywisty wiatr. Ostrzeżenia IMGW dotyczą też północno-wschodniej polski. Pogoda ma być dynamiczna jeszcze w przyszłym tygodniu. Oglądają państwo "19.30". Za chwilę "Paryż w ogniu", a później... Rewolucja w zasiłkach opiekuńczych. Dodatkowe dni dla rodziców chorych dzieci. Dodatkowe 60 dni zasiłku. Super wiadomość, bardzo się cieszę. Każdy dzień przy dziecku pomoże lepiej funkcjonować nam, dzieciom. Spacer po linie - 180 metrów nad ziemią w Warszawie. Idąc, cały czas czułem stres, czy na pewno dobre kroki stawiam. Sleekline to nie cyrk ani kaskaderka. To wydarzenie na skalę światową Po finale Ligi Mistrzów, w którym wygrał Paris Saint-Germain, tysiące kibiców wyszło na ulice Paryża. Radość ze zwycięstwa mieszała się z niebezpiecznymi incydentami. Zniszczono przystanki autobusowe, podpalono samochody, a niektórzy rzucali w policjantów racami. Zatrzymania rozpoczęły się jeszcze przed końcem meczu. Zginęła jedna osoba, rannych zostało siedmiu funkcjonariuszy. Na stadionie w Budapeszcie po ostatnim gwizdku - wybuch euforii. W Paryżu po początkowej fecie wybuchły zaś zamieszki. Te szybko rozlały się na główne ulice francuskiej stolicy. Pojechałem na Champs Elysee świętować zwycięstwo PSG, ale wszyscy zostaliśmy zaatakowani gazem łzawiącym. Funkcjonariusze wielokrotnie byli zmuszeni do jego użycia, bo pseudokibice atakowali służby i niszczyli samochody, rowery i lokale. Podpalali to, co spotkali na swojej drodze. Tak wyglądały okolice wieży Eiffla około godziny trzeciej nad ranem. Siedem godzin po ostatnim gwizdku. Chuliganów, którzy przypuścili też szturmy na kilka komisariatów, ostro skrytykował szef MSW. O sportowych zwycięstwach, które pogrążają kraj w chaosie mówi z kolei liderka prawicy Marine Le Pen. Tylko we Francji każdy czuje się zmuszony zamknąć się w domu w wieczór zwycięstwa, aby uniknąć konfrontacji z przemocą. Władze w całym kraju zmobilizowały 22 tys. policjantów. Bilans: jedna ofiara śmiertelna, niemal 800 zatrzymanych i niemal 300 osób rannych, w tym ponad 50 po stronie służb. Biorąc pod uwagę poziom przemocy, kiedy ludzie strzelają fajerwerkami jak z moździerzy, rzucają różnymi przedmiotami, to nieuniknione, że wiele osób zostaje rannych. Tak do finału piłkarskiej Ligi Mistrzów w Budapeszcie szykował się Paryż. W tym samym czasie premier Węgier w tym wideo opowiadał o pięknie stolicy jego kraju, które dotrze do wszystkich zakątków świata. Budapeszt i Węgry zrobią wszystko, co w ich mocy, aby finał Ligi Mistrzów był prawdziwym świętem sportu i aby jak najwięcej osób mogło przekazać dobrą nowinę o tej wspaniałej stolicy i naszym kraju. Mecz, w którym po rzutach karnych triumfował Paris Saint Germain nad Arsenalem, transmitowano w ponad 200 krajach. A tak zwycięstwo PSG świętowano dziś na Polach Elizejskich. Burza wokół studentów z Afryki w Lublinie. Nagonkę rozpętali prawicowi politycy. Zaczął Krzysztof Bosak z Konfederacji. W mediach społecznościowych napisał o "zasiedlaniu miasta cudzoziemcami". "Są naszą dumą" - odpowiadają zgodnie władze Lublina i rektorzy lubelskich uczelni. "Chodzi wyłącznie o zbicie politycznego kapitału" - tłumaczą obrońcy praw człowieka. To taki pisowski cymbał. Poseł Lewicy szczerze o europośle PiS-u... To jest Europa, nie Afryka. Nie dotykaj mnie. Nie dotykaj. który postanowił po raz kolejny, dla like'ów o sobie przypomnieć. Dominik Tarczyński w Rzymie postanowił szukać sensacji i zaatakował czarnoskórych sprzedawców. To jest taka pogarda dla drugiego człowieka. Nic mu pewnie nie zrobili, ale zaczepił, nagrał filmik, żeby pokazać: ja tu jestem biały, a wy won do swojego kraju. To jest Europa, nie Afryka - grzmiał Tarczyński. I, co widać na tej stopklatce, liczył na agresje. Bezskutecznie. - Przystoi? - Jest europarlamentarzystą, może robić sobie co chce w Rzymie. - A pan zrobiłby to samo? - Nie. Nagranie to fragment filmu holenderskiego youtubera. W swoich vlogach często przedstawia reportaże z miejsc, które jego zdaniem są niebezpieczne. Nagranie pokazujemy partyjnej koleżance Dominika Tarczyńskiego. Tak wygląda próba obrony. Nie wiemy, kto to był. Jakiś handlarz. Nie wiemy czy legalnie, czy nielegalnie, więc to chyba podsycanie takich emocji ze strony posła, prawda? Nie oceniajmy tego, nie podsycajmy emocji. Ale oceniać trzeba - tym bardziej że PiS i Konfederacja podsycają narracje o nielegalnych migrantach - także w Polsce. "Co robią studenci, którzy studiują kulturoznawstwo, z Zimbabwe w Lublinie?" Jeżeli pan nie chce, żeby obcokrajowcy studiowali, to niech pan powie Polakom, którzy studiują na uczelniach amerykańskich, angielskich, francuskich, niemieckich, żeby, broń Boże, nie znaleźli Kowalskiego tamtego kraju i żeby im nie powiedział tego samego. Wypowiedź Janusza Kowalskiego padła kilka dni przed tym wydarzeniem. Parada z okazji Africa Day Festival w Lubinie. Barwny korowód - obywatele Ugandy czy Nigerii. W większości studenci. Mieszkam tu od 2 i pół roku. Mam tu świetnych przyjaciół także Polaków. Jednak frekwencja na paradzie w tym roku była dużo niższa. Powód? Straszenie migrantami. Niszczymy pewną tkankę solidarności polskiej i otwartości polskiej. Fakty są takie - studenci z Afryki legalnie uczą się i pracują w Lubinie. To studencki zagraniczni zostawiają rocznie w Lubinie prawie 480 mln złotych. Są to pieniądze, które trafiają do lokalnej gospodarki. Ale skrajna prawica o takich danych słyszeć nie chce. Wicemarszałek z Konfederacji pyta mieszkańców miasta, co z nimi jest nie tak. Czym innym jest edukacja, studiowanie, a czym innym są sprawy migracyjne. Paktowi migracyjnemu ponad dwa lata temu... Nie przyjmiemy żadnego migranta. sprzeciwił się premier Donald Tusk. PiS mimo to straszy migrantami, zapominając, że to zjednoczona prawica umożliwiła im wjazd do Polski bez żadnej kontroli. Zdaniem NIK wydano ponad 360 tys. wiz dla obywateli państw muzułmańskich i afrykańskich. Robiliśmy wszystko, żeby nielegalnych migrantów nie było. Innego zdania jest były polityk tej partii. W studiu TVP Info skrytykował dawnych kolegów. Nie było strategii migracyjnej za czasów rządów zjednoczonej prawicy. Były popełnione fatalne błędy, jeżeli chodzi o sprowadzanie migrantów. To jest właśnie ten poziom hipokryzji tych ludzi. W sprawie afery wizowej zarzuty usłyszało już 11 osób. Warszawski adwokat zatrzymany w sprawie fałszywych alarmów. Mężczyzna podszywał się pod inne osoby i wysyłał do służb informacje o rzekomych przygotowaniach do zamachów na prezydenta i ministra spraw zagranicznych. 48-latek usłyszał 7 zarzutów. Grozi mu do 8 lat więzienia. Odpowie m.in. za podszywanie się pod osoby pełniące w przeszłości wysokie funkcje publiczne, a także ukrywanie dokumentów należących do innych osób oraz nielegalne posiadanie broni. Mężczyzna dołączał do zawiadomień nielegalnie posiadane dokumenty oraz przedmioty, które miały obciążyć inne osoby i skierować służby na fałszywe tropy. W jego mieszkaniu policja znalazła laptopy, karty pamięci, telefony komórkowe, a także odznaki służb. Była tam też broń i amunicja. Rodzice ciężko chorych dzieci czekali na to od dawna. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło projekt ustawy, który zakłada wydłużenie zasiłku opiekuńczego o dodatkowe 60 dni. Rządzący podkreślają, że nowotwór i inne poważne choroby nie mogą być traktowane tak samo jak przeziębienie. Jeśli ustawa zostanie przegłosowana opiekunowie będą mogli skorzystać nawet ze 120 dni wsparcia w ciągu roku. Janek zachorował w lipcu, od tego czasu szpital stał się dla nich drugim domem. Boimy się o to, co będzie dalej. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak długo potrwa leczenie, ale pani Olga nie wyobraża sobie, żeby mogła zostawić go samego w szpitalnej sali. Jest trudno. Ja zawodowo musiałam wstrzymać wszystkie zadania i tyle. Bo kiedy rodzic słyszy diagnozę nowotworu u dziecka, świat zatrzymuje się w miejscu, a wszystkie zawodowe wyzwania schodzą na dalszy plan. Nie wyobrażam sobie siebie, kiedy moje dziecko walczy nie tylko o zdrowie, ale i o życie, żebym mogła skupić się na pracy. W ich przypadku to już kolejny rok leczenia, bo u Antosia pojawiła się wznowa. Jak się dziś czujesz? Dobrze. Aktualnie rodzicom przysługuje maksymalnie 60 dni zasiłku opiekuńczego w przypadku dzieci do 14. roku życia i 14 dni w przypadku starszych dzieci. Rodzic zostaje bez wyjścia. Jak rozmawiam z mamami, to najczęściej rezygnują z pracy. To ma się zmienić. Resort Rodziny chce wydłużyć okres zasiłku rodzicom, których dzieci zmagają się z chorobami przewlekłymi. Przygotowaliśmy projekt, który zagwarantuje rodzicom dzieci chorych onkologicznie, przewlekle, ciężko - dodatkowe 60 dni zasiłku opiekuńczego. Potrzebę zmian popierają również lekarze. Większość pacjentów leczy się minimum sześć miesięcy, nawet do dwóch lat. A wsparcie i poczucie bezpieczeństwa w okresie choroby nabierają szczególnego znaczenia. Obecność rodzica z dzieckiem w szpitalu jest kluczowa w procesie leczenia, bo im bardziej pozytywnie nastawiony, im mniej bojący się pacjent, tym większy sukces leczenia. Ciężko chore dzieci potrzebują opieki 24 godziny na dobę. 60 dni jak dla nas to dużo. O tym, jak bardzo potrzebne jest takie wsparcie, wie dobrze Maja, która od dwóch lat zmaga się nowotworem kości. Ciężko mi się oddycha. Dlatego mam tlen, ale ogólnie dobrze. Mama próbuje łączyć opiekę nad córką z obowiązkami zawodowymi. Łatwo nie jest, ale nie narzeka. Trzeba być silnym w tej chorobie, bo żeby wygrać trzeba być silnym. I jak dodaje Maja: wierzyć w marzenia. A jakie jest twoje największe marzenie? Wyleczyć się. A jak nie wyleczyć się, to mieć pieska. Mieli być przykładem dla innych, pełnili zawody zaufania publicznego. Dziennikarze Raportu Specjalnego przyjrzeli się grupie przestępczej, która handlowała narkotykami i lekami psychotropowymi. Wśród nich były działacz Konfederacji, lekarz i ksiądz. W jaki sposób działali? O tym wieczorem w TVP Info. Oni już wezwali zakład pogrzebowy. Policjant powiedział: odwołać natychmiast. Część osób usłyszała zarzuty prania brudnych pieniędzy. Grupa wyglądała jak ośmiornica. Na jej mackach wyrastały kolejne ośmiornice. Mamy do czynienia z coraz większym sprytem osób, które zażywają różne substancje. Mamy do czynienia z rozwojem tej gałęzi. Dopóki ktoś nie umrze, tematu medialnie nie ma. Zakład pogrzebowy jechał. Policjant powiedział: odwołać natychmiast. Od środy na rowerach i hulajnogach jazda tylko w kasku. Obowiązkowo dla wszystkich poniżej 16 lat. Rodzice nie tylko powinni o tym wiedzieć i pamiętać, ale też sami bez obowiązku - założyć kask i dać dobry przykład, bo liczba wypadków na hulajnogach i rowerach rośnie. Lekarze mówią, że wręcz lawinowo. Kask - niby mała rzecz, a może uratować życie. Zostałem potrącony przez auto, miałem liczne złamania, śpiączkę, obrażenia wewnętrzne, generalnie moje życie wisiało na włosku, ale w głowę nic mi się nie stało. Pan Mariusz miał szczęście. Jak wynika z danych policji w Polsce praktycznie co drugi dzień ginie rowerzysta. W ubiegłym roku odnotowano około 5 tys. wypadków z udziałem hulajnóg i rowerów. To sytuacja z Łukowa na Lubelszczyźnie, gdzie dwie nastolatki wjechały na hulajnodze pod samochód. Obie nie miały kasków, ale od trzeciego czerwca będą musiały. Obowiązek ten będzie dotyczyć dzieci i młodzieży do 16. roku życia, co ma to na celu poprawę bezpieczeństwa. Obowiązek noszenia kasku do 16. roku życia będą mieli rowerzyści, osoby jadące na hulajnodze czy innym pojeździe elektrycznym jak deskorolka czy monocykl. Warto o tym pamiętać przed długim weekendem, bo za brak kasku grozi mandat do stu złotych. Kara może nie jest duża, ale nie o to tu chodzi. Życia nie da się wycenić. To jest zmiana na dobre, bo dużo się dzieje na ścieżkach rowerowych, zwłaszcza tutaj w sezonie turystycznym. Mój wnuczek ma pięć lat i odkąd tylko zaczął jeździć na rowerze, odkąd umie, to tylko w kasku. Warto uczyć dzieci od najmłodszych lat, żeby jednak jeździły w tych kaskach i dbały o swoje bezpieczeństwo. W sklepach rowerowych ruch, o kaski pyta coraz więcej klientów. A ich koszty wahają się od 50 do 200 złotych. To niewielka cena naszego bezpieczeństwa. Podstawa to jest, żeby kask był bardzo wygodny, leżał dobrze nam na głowie, żeby się nie przemieszczał nam na głowie, żeby był kaskiem wygodnym i przewiewnym. Bo to jest bezpieczeństwo. Głowę mamy jedną. I właśnie takich urazów najbardziej boją się lekarze. Uszkodzenia czaszkowe mogą skończyć się na OIOM-ie. Dlatego kask to nie tylko modny dodatek. Najbardziej narażona jest głowa, czyli czaszka, urazy czaszkowo-mózgowe, krwawienia wewnątrz czaszkowe. To jest coś, czego boimy się najbardziej. My ze złamaniami kończyn górnych, dolnych, żeber, obojczyków jesteśmy sobie w stanie poradzić. Choć noszenie kasku będzie normą dla dzieci poniżej 16 roku życia, to rodzice nie mają takiego obowiązku. Ale warto, żeby zachowali głowę i twarz dając doby przykład. To był ekstremalny spacer. Na myśl o nim sama mam gęsią skórkę. Estończyk Jan Roze przeszedł pół kilometra po elastycznej taśmie zawieszonej między dwoma najwyższymi budynkami w Polsce. Pokonanie tego dystansu zajęło mu pół godziny. I nie chodziło wyłącznie o sportowy wyczyn. To, zdaniem organizatorów, widowiskowa opowieść o Warszawie - mieście rozpiętym między historią a przyszłością. Godzina zero. Dalej było już tylko trudniej. Bo wejście na dach to jedno. Znacznie trudniej przejść z jednego na drugi. Jak widziałem jak rozpoczynał to przejście, to miałem nogi jak z waty. Więc nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to jest tam na górze. Prawie pół kilometra trasy. 180 metrów nad ziemią. Dla większości pomysł z kosmosu, ale dla Estończyka - plan na poranny spacer w centrum Warszawy. Szło się dobrze i nagle przez pół sekundy myślałem, że straciłem równowagę. Bo o ile z dołu wyglądało to widowiskowo... Z samego rana wstaliśmy, specjalnie dzieci obudziłam, żeby tutaj przyjść. I tak trzymaliśmy kciuki. Co prawda niedziela i powinniśmy odpoczywać, ale czego nie robi się dla wariatów? to na górze nie było miejsca na błąd. Bo między dwoma najwyższymi budynkami w Polsce największym przeciwnikiem nie jest wysokość, a wiatr, który nieustannie wprawiał taśmę w drgania. Opanowanie swoich emocji w warunkach ekstremalnie niekomfortowych jest tą specjalną umiejętnością, jaką musi opanować osoba chodząca po slacku. A żeby było jeszcze trudniej to w połowie drogi szeroka na dwa cm taśma obniżyła się o kilkanaście metrów. Ostatnią część Jaan pokonał praktycznie pod górę. W połowie drogi widziałem, jak jedna część liny była zdmuchiwana przez wiatr, a druga nie. Idąc, cały czas czułem stres, czy na pewno dobre kroki stawiam. Jeden za drugim i dokładnie po 30 minutach i siedmiu sekundach Jaan jako pierwszy w historii przeszedł nie dotykając ziemi z Pałacu Kultury i Nauki do Varso Tower. Jego przejście jest bardziej symboliczne. Jest to połączenie jednego z najstarszych wieżowców w Warszawie z najnowocześniejszym. To nie pierwszy raz, kiedy Estończyk szuka drogi tam, gdzie inni widzą przeszkodę. Przechodził już między płonącymi wieżami w Baku i przez cieśninę Bosfor łącząc Azję z Europą. Jest to sport niszowy ze względu na to, że jest bardzo trudnym sportem i nasz mózg, niestety, nie jest chętny do robienia czegoś, co sprawia mu bardzo duży dyskomfort. Najsłynniejszy spacer w historii wykonał Filip Petit, który 52 lata temu przeszedł bez żadnych zabezpieczeń między wieżami World Trade Center. Od tamtej pory slackline wszedł na zupełnie inny poziom. Patrząc z dołu trudno uwierzyć, że ktoś naprawdę tędy przeszedł. To było poruszające wydarzenie. 11-letnia Maja chora na białaczkę, współautorka piosenki "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)", marzyła o tym, by nagrać filmik do wspomnianego utworu z Robertem Lewandowskim. Kapitan reprezentacji nie tylko spełnił to marzenie, ale też wyprowadził ją na murawę przed towarzyskim meczem z Ukrainą. PIOSENKA Dziękuję państwu za wspólnie spędzony weekend. Czas na Pytanie Dnia. U Doroty Wysockiej-Schnepf dziś profesor Antonii Dudek, historyk, politolog, publicysta. Spokojnego wieczoru.